INFORMACJA

Kolejne rozdziały niniejszego tłumaczenia będą publikowane w różnych odstępach czasu, a częstotliwość ich ukazywania się jest w znacznej mierze uzależniona od aktywności czytelników. Aktywność czytelników jest zaś mierzona liczbą konstruktywnych komentarzy do danego rozdziału. Więcej szczegółów można znaleźć w moim profilu, pod spisem tłumaczeń.


oryginał: Torn Apart World (link w moim profilu)

autor: Shoonasasi (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki.



Rozdział pierwszy

Powrót do domu



- No wiesz, Ron, jeśli nie będzie ci się chciało przysłać mi chociaż jednej sowy tego lata, kompletnie stracę wiarę w ciebie - rzekła Hermiona wyniośle.

Ron przewrócił oczami, po czym spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.

- Daj spokój, Miona, wiesz, że strasznie piszę, a w wakacje nigdy nie dzieje się nic ciekawego. Co niby mam ci wysyłać tą cholerną sową, jakie ciasteczka moja mama podała na podwieczorek?

Hermiona westchnęła teatralnie.

- Och, nie wiem, Ron, może by tak "Cześć" na początku, a potem coś w rodzaju "Jak się masz?"

Harry nic nie mógł poradzić na przelotny uśmiech, wywołany oburzeniem Hermiony. Trwał ledwie chwilę i tylko odrobinę uniósł w górę kąciki jego ust, zanim chłopiec wrócił do poprzedniego melancholijnego nastroju. Cały czas patrzył w okno, chociaż właściwie nie zauważał piękna krajobrazu, podczas gdy ekspres z Hogwartu uwoził go coraz dalej od bezpiecznej szkoły. Pogrążony w plątaninie emocji i wspomnień, prawie nie słyszał sprzeczki przyjaciół.

Ostatni tydzień w szkole zawsze był dla Harry'ego najtrudniejszy. Związany w ciasny supeł żołądek praktycznie nie pozwalał mu jeść, a wszystko, co jednak zdołał przełknąć, ciążyło mu w brzuchu niczym kamień, budząc uczucie mdłości. Koszmary nawiedzały go do tego stopnia, że robił wszystko, co w jego mocy, aby tylko nie zasnąć; kończyło się to zwykle chodzeniem w kółko po pokoju wspólnym przez całą noc.

Jego przyjaciele zauważyli sińce pod oczami, pobladłą twarz, wzrastające napięcie i brak koncentracji. Oboje wiedzieli, jakie okropieństwa czekały na Harry'ego latem, lecz nie mogli o tym nikomu powiedzieć, bo obiecali zachować to w tajemnicy. Harry'emu udało się nawet wybłagać u nich niechętną zgodę na ukrycie tego pod przysięgą czarodziejów.

Jego nauczyciele też zauważyli w nim zmiany; trudno ich było nie zauważyć. McGonagall była wręcz niemożliwa do zniesienia, rozdmuchując zbliżające się zakończenie roku szkolnego do niewiarygodnych rozmiarów i podkreślając, jak to cudownie będzie, gdy uczniowie wrócą do swoich rodzin. Harry żałował, że nie jest ekspertem w transfiguracji - zmieniłby nauczycielkę w roślinkę doniczkową albo dzbanek soku dyniowego... coś nieposiadającego ust, cokolwiek, byle tylko ta kobieta przestała paplać.

Poprosiła nawet Harry'ego, aby został po lekcji. Na początku ogarnęła go panika, bo wyobraził sobie, jak opiekunka domu zaciąga go do gabinetu Dumbledore'a, gdzie oboje próbowaliby z niego wydusić informacje, aż wreszcie pękłby pod ich naciskiem. Ale było zupełnie inaczej. Ruszyła na niego z jakimiś głupotami, że jest tam dla Harry'ego, gdyby jej potrzebował, a jeśli chciałby kiedykolwiek porozmawiać, to McGonagall jest po to, żeby go wysłuchać.

Harry dostosował się do niej, wyznając jej, że smutno mu opuszczać przyjaciół, po czym dodał coś o tym, jak bardzo czuje się nieszczęśliwy, bo nie zobaczy się z nimi przez całe lato. McGonagall połknęła haczyk razem z żyłką i spławikiem; poklepała Harry'ego po ramieniu, nie zauważając, że się wzdrygnął.

Po tej rozmowie zostawiła go w spokoju.

- Harry'emu nigdy nie suszysz głowy o przysyłanie sów - przerwał ciszę naburmuszony Ron, krzyżując ramiona na piersi.

Hermiona spojrzała na niego wściekle.

- Przecież wiesz, dlaczego Harry nie może wysyłać sów - wysyczała.

Ronowi opadły ręce, kiedy znowu dotarła do niego powaga sytuacji, w jakiej znajdował się jego przyjaciel.

- O, przepraszam, stary, nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało - powiedział do Harry'ego, który nadal wyglądał przez okno, wsłuchany w odgłosy wydawane przez pociąg.

Z każdą mijającą sekundą był bliżej dworca King's Cross; bliżej wuja Vernona, ciotki Petunii i ich absurdalnie rozrośniętego w każdą możliwą stronę syna Dudleya. Bliżej niezjedzonych posiłków, bycia karanym bez powodu i bliżej najdalszego miejsca od jego prawdziwego domu, Hogwartu, jakie tylko mogło istnieć.

Słysząc swoje imię, odwrócił się do rozmawiających.

- Hę? - spytał z uniesionymi brwiami.

Ron spojrzał na Hermionę, która położyła dłoń na ramieniu Harry'ego.

- Myślisz o wakacjach, prawda? - raczej stwierdziła niż zapytała.

Harry uśmiechnął się do niej blado.

- Nie będzie tak źle, Hermiono - powiedział cicho, próbując brzmieć krzepiąco, co ostatecznie wyszło dość żałośnie.

Ron pochylił się ku niemu i lekko klepnął go w kolano.

- Przyślę ci Errola - zapowiedział pogodnie. - Będziesz mógł wysłać list przez niego. - Później zmarszczył brwi. - Tylko że on ma problemy z kierunkami - przyznał. - I jest praktycznie ślepy, a do tego jeszcze cholernie głupi. I właściwie zawsze jak przeleci koło pięciu metrów, to w coś musi wpaść. - Spojrzał na Harry'ego i też się do niego blado uśmiechnął. A potem wzruszył ramionami, bo naprawdę nie miał pojęcia, co jeszcze mógłby dodać.

Harry zareagował chichotem na te nieporadne próby rozbawienia go. Tylko Ron potrafił powiedzieć coś kompletnie idiotycznego, a przy tym będącego całkowitą prawdą. Harry wiedział, że tego lata nie dostanie żadnej sowy i żadnej nie wyśle. Nie jeśli wuj Vernon będzie miał cokolwiek do powiedzenia w tej kwestii.

Wakacje będą takie jak zawsze. Jak zwykle dostanie swoją niemożliwie długą listę obowiązków i spędzi cały dzień, na wszelkie sposoby próbując zrobić wszystko, co mu kazano. Potem przyjdzie Dudley, aby spróbować zniszczyć to, co Harry zrobił. Następnie, jeżeli jakimś cudem Harry'emu naprawdę uda się wykonać każdą pracę, wuj Vernon oskarży go o użycie jego "wariackich czarów" i zamknie go w komórce. Jeśli będzie miał szczęście, nie dostanie pasem.

Lecz, z drugiej strony, Harry Potter nie był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

***

Pociąg szarpnął lekko, zatrzymując się na peronie dziewiątym i trzy czwarte. Harry z ogromną niechęcią ściągnął kufer z półki bagażowej i podniósł klatkę Hedwigi. Szedł za przyjaciółmi korytarzem, gdy nagle Hermiona zatrzymała się bez ostrzeżenia. Ron wpadł na nią, a Harry na Rona.

- Do cholery, Hermiono! - powiedział Ron głośno, ustawiając się do pionu.

- Patrzcie! - krzyknęła wiedźma, kompletnie ignorując słowa przyjaciela. Pokazała palcem peron za oknem. - Patrzcie, to Snape! Musiał przyjechać pociągiem. Nie sądziłam, że nauczyciele też nim jeżdżą. Zastanawiam się, dokąd on zmierza, u licha!

Harry nachylił się nieco, aby wyjrzeć przez okno. Rzeczywiście profesor Snape właśnie mieszał się z tłumem, sztywno maszerując od strony pociągu. Na Merlina, czy ten człowiek nawet chodzić nie potrafił normalnie? Miał na sobie swój zwykły czarny strój, choć tym razem bez peleryny. Harry mimowolnie zaczął się zastanawiać, czy Snape w ogóle posiadał jakieś ubrania w innych kolorach. Wyobraził sobie Snape'a relaksującego się w lochach, ubranego w jaskrawo czerwone spodnie i kanarkową koszulę...

Właściwie nie, musiałyby być zielone, biorąc pod uwagę, że był ze Slytherinu i w ogóle. Harry prawie się roześmiał, kiedy oczyma duszy ujrzał Snape'a mieszającego w kociołku z poważną miną, mającego na sobie jaskrawo zielone spodnie i odświętną koszulę w odcieniu limetki.

Ron przewrócił oczami.

- A kogo to obchodzi! - zawołał. - Jak dla mnie, to może się wybierać do McDoogala na big maca i frytki. Są letnie wakacje, Miona, kogo obchodzi, czym się zajmuje ten typek.

Hermiona obrzuciła go jadowitym spojrzeniem, po czym odwróciła się na pięcie i poszła w kierunku wyjścia z wagonu.

Harry stłumił chichot.

- To się nazywa McDonald, Ron - poprawił z uśmiechem.

Ron lekceważąco machnął ręką i poszedł za Hermioną.

Będzie mu brakowało tych udawanych walk przyjaciół. Stwierdził nawet, że będzie mu brakowało wiecznego hermioniego suszenia głowy, które ona nazywała "wytrwałym zachęcaniem".

Zeszli po stopniach na peron, gdzie czekała już na nich pani Weasley. Machała ręką jak oszalała za każdym razem, gdy widziała jedno ze swoich dzieci wysiadające z pociągu.

- Ron, skarbie! - zawołała.

Harry powstrzymał kolejny chichot, słysząc jęk przyjaciela. Patrzył, jak pani Weasley obejmuje syna i przytula go. Serce ścisnęło mu się lekko; pragnął, aby któregoś dnia również jego rodzina zaczęła się podobnie zachowywać. Kiedy wrócił do domu rok wcześniej, ciotka Petunia spojrzała na niego krzywo, a potem chrząknęła niechętnie. Ignorowała go przez resztę dnia i posłała do komórki bez kolacji.

Z zadumy wyrwał Harry'ego niespodziewany uścisk pani Weasley, tak silny, że chłopiec aż pisnął.

- Jak się masz, Harry, kochanie? - spytała, puszczając go i głaszcząc po głowie.

Harry uśmiechnął się do niej szeroko, starając się zignorować nerwowe uczucie w dołku. Nie chciał, aby pani Weasley martwiła się o niego.

- Świetnie, dziękuję pani.

Pani Weasley zagruchała radośnie.

- Jaki cudowny chłopiec. Jaki cudowny, grzeczny chłopiec. - Uśmiechała się, delikatnie klepiąc Harry'ego po policzku. Za jej plecami Ron przewrócił oczyma z udawanym rozdrażnieniem. - Wspaniałych wakacji, Harry - powiedziała miłym tonem i Harry wiedział, że dokładnie to miała na myśli. Ona rzeczywiście chciała, aby miał wspaniałe wakacje. Nerwowe uczucie zmieniło się w nerwowo smutne uczucie, gdy obserwował, jak matka Rona krząta się wkoło, zbierając swoje dzieci do kupy. Pragnął iść do domu z nią. Pragnął z całego serca.

- Skończą się, zanim się obejrzysz - szepnął mu Ron na ucho. Potem klepnął go w ramię i razem ze swoją rodziną znikł za rogiem.

Harry odwrócił się do Hermiony, która z rodzicami stała parę metrów dalej. Westchnął i podniósł klatkę Hedwigi na wysokość twarzy.

- Bądź grzeczna, dziewczynko - powiedział łagodnie. - Zobaczymy się pod koniec lata.

Sowa żartobliwie uszczypnęła go między prętami, a następnie zahukała cicho. Harry powoli wręczył klatkę Hermionie, która obdarzyła go pełnym nadziei uśmiechem.

- Dobrze się nią zaopiekuję, Harry - zapewniła, ściskając go z prawie taką samą siłą, jak pani Weasley. Zanim go puściła, wyszeptała mu do ucha: - Przykro mi, Harry. Gdyby był jakiś sposób... - Zaszlochała.

Harry przytulił ją mocniej.

- Wiem - szepnął w odpowiedzi. - Wiem.

Wypuścili się nawzajem z objęć. Harry stał nadal w tym samym miejscu, śledząc wzrokiem Hermionę prowadzoną przez rodziców pomiędzy rojącymi się ludźmi. Obejrzała się trzy razy, patrząc mu w oczy, uśmiechając się wspierająco albo machając lekko.

A potem już jej nie było.

Harry stał samotnie na peronie; mijali go ludzie śpieszący na swoje pociągi. Żaden z nich nie zwrócił uwagi na chudego, niskiego chłopca o potarganych włosach, noszącego ubrania za duże o dwa rozmiary.

Zaciągnął kufer do ławki znajdującej się w pobliżu parkingu i usiadł na niej, przybity. Gdyby wuj Vernon zmuszony był go szukać, drogo by za to zapłacił. Oparł łokcie wieku kufra, a głowę na dłoniach.

I tak czekał.



KONIEC
rozdziału pierwszego



Będę wdzięczna za wszelkie komentarze, które pojawią się pod tym opowiadaniem - są one dla mnie zawsze bardzo ważne, ponieważ zarówno jako autor, jak i jako tłumacz lubię wiedzieć, jakie tekst sprawił wrażenie na Czytelnikach, co w nim jest dobrego, a co złego, co się spodobało, a co wręcz przeciwnie. Jestem wdzięczna za każdy komentarz, pozytywny czy krytyczny, uważam bowiem, że każdy z nich pozwala mi się rozwijać. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).

Żeby skomentować tekst nie trzeba być zarejestrowanym. Robi się to poprzez kliknięcie na niżej zamieszczone słowa "Review this Story / Chapter"; otwiera się wtedy nowe okno, gdzie w wąskim pasku wpisuje się imię / pseudonim, a w dużym polu pisze uwagi odnośnie tekstu. Po zakończeniu wystarczy kliknąć przycisk "Submit Feedback / Review" i gotowe.