Czjornaja Mjetka

Późny piątkowy wieczór, prywatne komnaty Mistrza Eliksirów.

Snape i Karkarow zajmowali się tym, czym zwykle w każdy piątkowy wieczór – pili. Tym razem na stole znalazł się domowy, a raczej laboratoryjny wytwór destylacyjny autorstwa Severusa. Z zupełnie niewiadomych powodów zdawał się posiadać pewne skutki uboczne i zaczął obu panom nieco szkodzić na umysł. Około północy zaczęło się to już wyraźnie ujawniać.

Snape coraz bardziej tracił pion i miał coraz większe problemy z precyzyjnym wyrażaniem myśli. Karkarow, w przeciwieństwie do niego, trzymał się całkiem nieźle, ale za to zaczął przejawiać pewne braki w angielskim słownictwie.

Korzystając z okazji Igor oczywiście nie omieszkał zjechać na zawsze aktualny w rozmowach z Severusem temat.

– On wozwraszczajet...

Snape spoglądał mętnym wzrokiem w przestrzeń.

– Co? – zapytał mało inteligentnie, reagując z pewnym opóźnieniem.

– Ten, no... Kaka to po waszemu? Czjornaja Mjetka.

Severus spojrzał na niego podejrzliwie, chwiejąc się lekko.

– Kto to jest Mietek i dlaczego jest czarny? – zapytał nieufnie.

– Jaki Mietek? – zdziwił się Karkarow. – Ja nieznaju żadnego Mietka.

– Co ty mi tutaj gawarisz? – oburzył się Snape. – Zaraz, co ja wygaduję? – zreflektował się. Jego wzrok zatrzymał się na tarczy zegara. – A w ogóle to późno już. Du musst gehen. Raus! – powiedział, nagle uświadamiając sobie, która jest godzina.

Karkarow pomyślał o odległości, która dzieliła go od statku, o uczniach, którzy mogli jeszcze nie spać, pomimo dość późnej pory i przede wszystkim o stromych schodkach, znajdujących się przy wyjściu z lochów.

– A mogę zostać na noc? – zapytał bez większej nadziei.

– Oszalałeś, Karkarow? – warknął Snape, na krótką chwilę całkowicie trzeźwiejąc. – Wynocha! – Machnął ręką, wskazując ścianę pomiędzy regałem z książkami a oknem. Igor domyślił się, że Severusowi chodziło o drzwi, ale po pijanemu nie był w stanie wycelować precyzyjnie.

Urażony, wstał od stołu.

– Nie piję z tobą więcej – oświadczył poważnie. – Do następnego piątku – sprecyzował i dopiero wtedy udał się ku wyjściu. Nie omieszkał zarekwirować butelki z resztą trunku – w końcu musiał mieć jakąś rekompensatę.

Severus został sam, chwiejąc się nad swoim kieliszkiem.

– Zabierz ze sobą tego Mietka! – krzyknął jeszcze za Karkarowem, nieco poniewczasie. – Nie życzę sobie, żeby mi się tutaj ktoś obcy po komnatach plątał – mruknął do siebie. Wstał z trudem i, zataczając się, udał się na spoczynek.

To, czy Karkarow dotarł tej nocy na statek, pozostaje materiałem na osobną opowieść...