Komentarze mile widziane ;)
V
Harry wszedł do sali akurat w momencie, gdy Lord stracił przytomność. Jakiś nieznany mu śmierciożerca złapał Riddle'a i delikatnie ułożył jego głowę na swoich kolanach. Ta sytuacja była tak dziwna i groteskowa, że Harry aż sapnął ze zdziwienia. Snape natychmiast obrócił się i zmierzył chłopaka niezadowolonym spojrzeniem.
- Czego chcesz? – warknął nauczyciel.
Drugi mężczyzna podniósł głowę i uśmiechnął się do Harry'ego, jednak chłopak był tak zdezorientowany, że nie odwzajemnił uśmiechu.
- Zostaw go w spokoju – mruknął nieznajomy łagodnym tonem. – Możesz mi pomóc?
Snape niechętnie spuścił jadowity wzrok z Pottera i całą swą uwagę poświęcił Lordowi. Mamrotał przy tym pod nosem i Harry nie był pewnym czy są to zaklęcia, czy wyzwiska. Drugi śmieriociożerca przyglądał się Riddle'owi z nieukrywaną troską.
- Co mu jest? – spytał w końcu Harry, czekając na kolejne złośliwe komentarze Snape'a.
Jednak żaden z mężczyzn nie zwrócił na niego uwagi.
- Jesteś głupi – mruknął nieznajomy śmierciożerca i chłopak nie był pewien, czy była to uwaga do niego, więc się nie odezwał.
- Trzeba było go nie prowokować – syknął Snape z nieukrywaną złością. – Wiesz, że jest słaby.
Harry nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał. Czy oni naprawdę rozmawiają o Voldemorcie? Słaby?
- Twierdził, że czuje się lepiej...
- Bo Czarny Pan uwielbia kiedy wszyscy się nad nim użalają – parsknął Mistrz Eliksirów.
- Czarny Pan, Czarny Pan – przedrzeźniał Snape'a nieznajomy. – Mógłbyś dać sobie spokój, on jest nieprzytomny! Co znaczy, że cię nie usłyszy, jakbyś nie wiedział.
- Owszem, jest nieprzytomny. Z twojej winy – odpowiedział spokojnie Severus.
Drugi mężczyzna zrobił tak zbolałą minę, że Harry'emu zrobiło się go szkoda.
- Daj mu spokój – zażądał.
Snape spojrzał na chłopaka ze zdziwieniem, jakby dopiero teraz uświadamiając sobie, że nie są sami. Nieznajomy śmierciożerca wyszczerzył się do Harry'ego.
- Widzisz, nawet on ma cię dość! – stwierdził z uciechą.
- Wspaniale – warknął Snape. – Zawołaj mnie jak zacznie się budzić, skoro nie jestem tu potrzebny. Ciekawe co później Lord powie.
Po tych słowach mężczyzna wyszedł z sali, a jego szata jak zwykle powiewała z nim sprawiając wrażenie długiego, czarnego welonu. Harry parsknął śmiechem wyobrażając sobie Snape'a idącego do ślubu.
- Nie przejmuj się, on tak zawsze. Choć w duszy uwielbia mnie, tylko nie chce tego przyznać – powiedział śmierciożerca, puszczając oko do chłopaka. – Jestem Scabior.
Harry uśmiechnął się, tym razem szczerze.
- Oczywiście nie musisz się przedstawiać – zaczął Snatcher. – Tom chwalił się godzinami, że wreszcie cię złapał. A później strasznie narzekał, że ciągle go wkurzasz i nawet nie może rzucić na ciebie małej klątwy, bo musi zdobyć twoje zaufanie.
- I nie powiem ci dlaczego, to musisz wyciągnąć od niego – powiadomił Harry'ego Scabior, jakby czytał w jego myślach.
Chłopak kiwnął głową zawiedziony i podszedł bliżej mężczyzny.
- Pomożesz mi go przenieść? – spytał śmierciożerca.
Harry zawahał się, bo naprawdę nie chciał dotykać Riddle'a, nie ważne czy był nieprzytomny, czy nie. Jednak z drugiej strony Scabior był pierwszą osobą, która okazywała mu tu sympatię i nie chciał tego stracić.
- Żartuję – uspokoił go mężczyzna. – Sądzę, że Tom by mnie zabił, gdyby dowiedział się, że pozwoliłem ci go dotknąć, a co dopiero przenieść.
Ciało Riddle'a uniosło się kilka centymetrów nad posadzką i przelwitowało na drugi koniec pokoju. Nie zatrzymało się przed ścianą i po prostu w nią wsiąkło. Harry'emu przypomniało to wejście na peron dziewięć i trzy czwarte.
Scabior podszedł to tajemniczej ściany, a chłopak podążył za nim i dotknął chropowatej powierzchni. Przez jego ciało przeszły mrówki i nieprzyjemny dreszcz.
- Możliwe, że Tom mnie za to zabije – ostrzegł mężczyzna, po czym wymruczał coś pod nosem, tak by Harry nie mógł dosłyszeć, co.
- Zapraszam – powiedział Snatcher w końcu i zrobił dziwny ruch ręką w stronę ściany przed nimi.
Harry poczuł się jak na pierwszym roku, gdy musiał dostać się na peron, ale nie wiedział jak. Powoli, z wahaniem naparł na ścianę, a ona, ku jego zdumieniu, ustąpiła.
Przed nim wyłonił się olbrzymi pokój, utrzymany w ciemnych kolorach i zieleni. Największym meblem w pomieszczeniu okazało się dwuosobowe łóżko, starannie zasłane czarną narzutą. W rogu coś poruszyło się niespokojnie.
Harry podszedł do wielkiego kojca i uśmiechnął się niepewnie. Ostatnio Nagini próbowała go zjeść, a przynajmniej miała taką ochotę.
- Cześć – syknął, czując na plecach uważne spojrzenie Scabiora.
Wąż leniwie podniósł łeb i spojrzał na chłopaka wygłodniałym spojrzeniem.
- Wreszcie odwiedziła mnie moja przekąska – wysyczała w końcu, a Harry'ego ciarki przeszły.
- Prz...Przekąska?
- Tom tak zawsze cię nazywa. Mała przekąska dla Nagini.
- To... miło – wydusił chłopak.
Wąż obnażył kły i Harry nie był pewien, czy to dobry znak.
- Zawsze kiedy o tobie mówi jest zły. To mi przeszkadza w spaniu.
- Przepraszam...
- Ale to dobrze dla ciebie. Jeśli mówi o kimś ze spokojem, następnego dnia ta osoba już nie żyje – syknęła Nagini i zwinęła się w kojcu, kończąc rozmowę.
Harry wstał i uśmiechnął się niepewnie do mężczyzny.
- Co mówiła?
- Że jestem przystawką.
Scabior roześmiał się szczerze, siadają na łóżku przy Riddle'u. Właściwie bardzo blisko Riddle'a. Bardzo. Chłopak zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział.
- Kto jeszcze może tu wejść? – spytał Harry.
- Snape... – zaczął Snatcher.
- Snape?
- ...przede wszystkim dlatego, że Tom często potrzebuje jakiś leków – mężczyzna uśmiechnął się blado. – Ale oprócz tego lubi towarzystwo Severusa. On nasze też, tylko nie chce się przyznać. No i oczywiście ja.
Harry przez chwilę milczał, po czym spytał ostrożnie:
- Dlaczego ty?
- To mówił, że jesteś...
- Wścibski? – zaproponował chłopak.
- Ciekawski.
Harry spojrzał na Scabiora sceptycznie.
- Dobrze, może użył innych słów! – roześmiał się mężczyzna i podniósł ręce w geście poddania. – Jesteśmy przyjaciółmi. Od lat.
- Voldemort mając przyjaciół? – sapnął Harry.
- Nie, Lord Voldemort nigdy nikogo nie darzył sympatią – przyznał Scabior. – Mówię o Tomie Riddle'u.
- A... y... To nie są te same osoby?
- Nie – zaprzeczył hardo mężczyzna. – Poznałem Toma w Hogwarcie. Ja byłem w pierwszej klasie, a on przyszedł na rozmowę o pracę nauczyciela Obrony przed Czarną Magią. Wpadłem na niego, a on miał taki błysk w oku, jakby chciał mnie zabić. Ale opanował się i uprzejmie spytał, czy nic mi nie jest. Voldemort narodził się w Tomie już w szkole i dotąd go nie opuścił, ale ujawnia się tylko wśród obcych. Nawet śmiericiożercy widzą różnicę pomiędzy Lordem na zebraniach a Lordem rozmawiającego z wrogiem – Scabior wskazał ręką na Riddle'a. – To jest prawdziwy Tom.
- Dobrze go znasz – przyznał Harry, choć w duszy umierał ze śmiechu wyobrażając sobie miłego i kochanego Czarnego Pana.
Snatcher uśmiechnął się i przytaknął.
- To prawda. Tom Riddle jest potężny i posiada wiedzę o jakiej inni nawet nie mogą pomarzyć, ale to Lord Voldemort wykorzystuje ją do złych celów. Zdziwiłbyś się, gdybyś zobaczył niektóre rzeczy, które potrafi Tom. Zupełnie nie powiązane z czarną magią.
Zapadła cisza. Słychać było tylko przyspieszony oddech Riddle'a. Harry opadł na fotel przy kominku, czując, że znowu opuszczają go siły.
- Żle się czujesz? – spytał Scabior, przyglądając mu się z troską.
- Naprawdę jesteś śmierciożercą? – sapnął Harry ze zdumieniem.
Mężczyzna roześmiał się beztrosko.
- Oczywiście, że nie. Nie byłbym w stanie zabić nawet Mugola. Ale muszę... chcę być blisko Toma, więc przychodzę na zebrania i go denerwuję.
- Bliżej Toma – powtórzył Harry cicho, tak by Scabior go nie usłyszał.
- Harry! – krzyknął nagle Snatcher.
Chłopak podskoczył, jednocześnie zaskoczony jak i przestraszony nagłym wybuchem mężczyzny. Dawno nie słyszał swojego imienia wymówionego z taką radością.
- Wszystkiego najlepszego!
- O... co? – spytał Harry, coraz bardziej zdezorientowany.
- Masz dziś urodziny! Przepraszam, że tak późno składam życzenia, ale tyle się działo... W każdym razie, Tom ukrył gdzieś dla ciebie prezent, ale nie pokazał mi gdzie... Właściwie to nawet nie wiem, co to jest! – zakończył Scabior zbulwersowanym tonem.
- Co... Że co on ma dla mnie?
- No wiesz, co jak co, ale Tom skąpy nie jest – parsknął mężczyzna.
- On wie, że mam dziś urodziny? Ty wiesz, że mam urodziny?
- No tak... Przecież to dla ciebie ważny dzień – zmieszał się Scabior, teraz już tak samo zaskoczony jak Harry.
- Oh – mruknął w końcu chłopak. – Po prostu oprócz sów od przyjaciół nie dostaję nic na urodziny. Kiedy przyjeżdżam do Dursleyów jestem tylko głupim dziwolągiem. Nikogo nie obchodzę.
Harry nie wiedział, dlaczego zaczął się zwierzać, ale poczuł się o wiele lepiej. Za to Snatcher miał minę, jakby Harry go uderzył.
- To. Są. Mugole – wycedził mężczyzna. – Jak... Jak oni śmią?
Harry wzruszył ramionami.
- Wiedzą, że nie mogę czarować poza szkołą, więc się mnie nie boją. Ale już się przyzwyczaiłem, i tak jest lepiej, bo nie muszę mieszkać w komórce.
Jednak Scabior nie zamierzał odpuścić.
- W komórce?
- Taaak. Ale po pierwszym roku w Hogwarcie chyba się trochę przestraszyli, bo przenieśli mnie do starego pokoju ich syna, Dudleya.
Śmierciożerca nic nie odpowiedział, wpatrując się w Riddle'a, najwyraźniej pogrążony we własnych myślach.
- Mógłbym poprosić Toma, by ich zabił – zaofiarował w końcu.
- Harry uśmiechnął się i spojrzał na Lorda. Ręka mężczyzny drgnęła i chłopak zmarszczył brwi. Chwilę później przeszyło go gniewne spojrzenie czerwonych oczu Voldemorta.
- Co. Robi. Tu. Potter?