| Reviews for Gwiazdy, krążki światła, warujace zapomnienia |
|---|
Ammaviel chapter 10 . 7/16/2014 Strasznie...gorzkie. Ale napisane pięknie. Idealny wgląd w umysł istoty równie pokreconej co młody Barty. |
Delta Niris chapter 7 . 12/22/2013 Wspominałam już, że to chyba mój ulubiony zbiór :) Przede wszystkim wielki plus za opisanie relacji - kanonicznej jak najbardziej - która w ff pojawia się bardzo rzadko. (Albo ja mam takie szczęście, że jak dotad nie trafiłam na nic ciekawego o wrogości L&A). Poza tym sami bohaterowie sa interesujacy, dosyć charakterystyczni już w kanonie... czego chcieć więcej? Zreszta te drobiazgi wyszły ci po prostu dobrze. Moimi ulubionymi sa "PET" - nawiazania do złowrogiej skarbówki zawsze mnie bawia - oraz "Gwiazdy, krażki światła...". To drugie jest z jednej strony bardzo... smutne. A z drugiej: idealnie ich charakteryzuje i podsumowuje tę ich nieformalna "wojnę". Poza tym czy dobrze zgaduję, że koszmar Artura (ten zwiazany ze Świętami) ma jakiś zwiazek z ostatnim tekstem "Zima"? |
Lucrecia LeVrai chapter 9 . 3/7/2013 Mnie też swego czasu naszło na relację Lucjusz-Artur, bez slashu, dlatego cieszę się, że napisałaś i wrzuciłaś ten zbiorek. Podpisuję się przy okazji pod wszystkimi uwagami na temat książek i kanonu, które zawarłaś we wstępach do dwóch rozdziałów. Ogólnie mi się podobało: bo oryginalność, bo styl, bo treść, bo klimat taki dziwnie... nie-potterowy, bym powiedziała. To ostatnie, to naprawdę bardzo dobrze, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Długość poszczególnych miniatur w sam raz: wszędzie mamy konflikt w oparciu o konkretną, specyficzną sytuację, bez przegadania, bez misternego konstruowania tła. I wystarczy. To, czego zabrakło, czytelnik znający kanon już sam sobie dopowie. Panowie, mimo wszystkich dzielących ich różnic, występują tu na mniej więcej równorzędnych pozycjach. Jak już to któraś z komentujących osób ładnie ujęła, żaden z nich nie wypada z ringu. Nie tylko Artur, pozbawiony majątku i koneksji, ale także Lucjusz - pozbawiony emocjonalnego wsparcia czy moralnej racji. Swoją drogą, wspominasz o dobrym dobrze i złym źle, ale przecież sama uciekasz nieco w odcienie szarości. Weasley, przykładowo, szantażuje Malfoy'a, a Malfoy śni, że jest jedną ze swoich ofiar. I obaj tłuką się pięściami po twarzy jak uczniaki. Też bardzo dobrze. Swoją drogą, nie wiem, czy ten rozdział z bójką nie jest moim ulubionym. Ton i treść rozmowy obu pań - wyborna. Nie ma to jak przedstawić realny konflikt dwóch mężczyzn, - wcale nie na poziomie "szkolnym" - jako pożałowania godny incydent na przyjęciu. Szkoda, że go jeszcze między dolewkę ponczu a dyskusję o modzie (też na wspomnianym przyjęciu) nie wcisnęłaś. "Wolałabym, żeby wspominano moje ciasta niż grubiańskie zachowania gości." Ależ oczywiście. I jeszcze stwierdzenie Cyntii, że wychodzenie za mąż dla pieniędzy i sławy jest całkiem naturalne, bardzo na plus. Podobał mi się rozdział szósty. Ulubiony cytat: "Blondyn był blady jak ściana. Kupić można wszystko – poza urzędem skarbowym. Bezwzględność instytucji powiązanych ze skarbówką była powszechnie znana. Wywiadowi skarbowemu na pewno udałoby się, czemu nie podołali aurorzy: znalezienie zakazanych artefaktów, wsadzenie Lucjusza do więzienia, a nawet, z rozpędu, udowodnienie zabójstw mugoli i czarodziejów, zwłaszcza, jeśli przy okazji przywłaszczyłby sobie choćby galeona z rzeczy ofiary." Skarbówki wszędzie takie same - choć nie, ta czarodziejska jeszcze gorsza, skoro za próbę wykiwania fiskusa trafia się do /Azkabanu/. Z Dementorami i innymi takimi. Nice. I nie wiem, jak to zrobiłaś praktycznie bez opisów, ale przez moment czułam się tak, jakbym sama stała nad Tamizą z błotem na butach i wiatrem wiejącym prosto w twarz. Inny ulubiony cytat, z innego rozdziału, który trafnie podsumowuje wszystkie złośliwości Lucjusza oraz to, gdzie tak naprawdę stoi Artur w tej grze: "Boże, Lucjuszu, jakim nadętym, aroganckim, egocentrycznym durniem jesteś! — wykrztusił wreszcie. — Straciłem syna, wielu bliskich przyjaciół, moje pozostałe dzieci niemal nie zginęły – ale nie zginęły, na szczęście, szykujemy się do ślubów – a ty myślisz, że mnie w ogóle obchodzi, co się z tobą dzieje?!" On stoi poza ringiem, generalnie. I wchodzi tam głównie z obowiązku albo kiedy Lucjusz go wciągnie, rzadziej z własnej potrzeby. Dobro, jak wiemy, musi być ponad niskie gierki. Pozwól, że jeszcze podłubię w formie. W pierwszej części pierwszego rozdziału pada zdanie: "I w jednej sekundzie Artur Weasley zrozumiał, że przyszli na próżno, ktoś w Ministerstwie sypnął." A dosłownie kilka linijek później czytamy: "Ktoś w Ministerstwie musiał dać cynk Lucjuszowi." Naprawdę, ile razy bym do tekstu nie wracała, strasznie mi zgrzyta to dublowanie informacji. Z ostatniego rozdziału: "U mugoli kupują mi — oznajmił pogodnie Weasley" - rozumiem sens wypowiedzi Artura, ale mimo wszystko, to zdanie jakieś niezgrabne, aż chce się pytać: kupują mi CO? Podsumujmy. Całość bardzo mi się podobała. Ciekawie nakreślone sceny, ładny klimat, bez nudy. Poziom detalu i głębi (świata, postaci, relacji) - tutaj chyba w sam raz. |
amazing-psyche chapter 9 . 3/2/2013 Zanim odpiszę na PM, to skuszona niewymuszoną autoreklamą, że to jedyny taki fick opisujący relację Artura i Lucjusza, zajrzałam i przeczytałam wszystko. Wcześniej przejrzałam pobieżnie, uwielbiam Lucjusza, ale za to naprawdę nie lubię Artura. Ty nadałaś mu nieco charakteru, którego mu, moim zdaniem, w kanonie brakuje i staje się bardziej zjadliwy. Niby jest tylko ojcem, mężem, członkiem Zakonu, generalnie nudnym tłem, ale to także wina samej kreacji bohatera, on nie budzi zainteresowania i sympatii. Szczególnie że czasami jawi się jako kompletny pantoflarz, a ja nigdy nie pałałam sympatią do takich mężczyzn, na szczęście pozbyłaś się tego wątku. Poza tym nie jestem w stanie wyzbyć się całkowicie swoich poglądów i cóż ja generalnie nie lubię ani Molly, ani Artura, bo uważam, że ludzie, którzy mają więcej dzieci niż są w stanie utrzymać, zasługują na krytykę. Rowling chciała, żeby byli ciepli, serdeczni, a ja tego nie widzę; tak naprawdę lubię tylko bliźniaków, czasami Rona i może Billa, bo znowu za mało o nim wiadomo. Dlatego w tej kwestii "kto ma rację" byłabym akurat za Lucjuszem, oczywiście gdybyśmy odjęli jego czarno-magiczną otoczkę. Jednak tutaj Artur staje się bardziej interesujący, wreszcie jest godnym przeciwnikiem. Zawsze lubiłam tematykę rywalizacji dwóch postaci i biorąc pod uwagę, że to nie jest "twój" fandom, to całkiem trafnie zauważyłaś, że ich relacje nie są naturalne. Jeszcze że Artur chce wsadzić Lucjusza do Azkabanu i odwdzięczyć się za to, co zrobił jego córce, to całkiem zrozumiałe. Ale czemu Lucjusz tak łatwo wpada w gniew i w ogóle zwraca na Weasley'ów uwagę? To już było dla mnie dziwne. Najbardziej podoba mi się rozdział o śnie, wspaniałe analogie, chociaż nadal koszmar Lucjusza wydaje mi się nieco nierealny i naiwny, o ile przyjmiemy, że sny wypływają z naszej podświadomości czy też myśli. Poza tym najmocniejsza strona tego fika, to przede wszystkim dialogi! Według mnie to oczywiście Malfoy przoduje w tych polemikach, ale wszystko wypowiedzi są świetne, szczególnie te fragmenty podczas szukania brudów w posiadłości Malfoy'ów. No i świetne przedstawienie samych Malfoy'ów. Irytuje mnie to, że zazwyczaj Narcyza jest zaprezentowana jako nieszczęśliwa żona Lucjusza, którą on zmusza do wszystkiego, a tymczasem sądzę, że ich łączyła miłość wcale nie słabsza niż Artura i Molly. Lucjusz także tutaj nie jest parodią samego siebie ani kimś przesadnie szlachetnym, za to wszystko duży plus. Zresztą, uwielbiam Malfoy'ów, mogą kraść, zabijać i obrażać wszystkich dookoła, a i tak pozostaną moją ulubioną rodziną w "HP". A już ostatni akapit w "Zimie" o panice Artura wywołał u mnie atak śmiechu. Plus genialne nazwy rozdziałów. Udane sceny, udana tematyka, podobnie z psychologią postaci, ale czemu znowu tak krótko? Z jednej strony rozumiem niechęć do tworzenia wielowątkowych, rozwlekłych historii, bo jeśli chodzi o fiki, to zazwyczaj nie chce mi się aż tak starać, nie ma sensu tak naprawdę pisać fików o niebo lepszych i ambitniejszych niż fandom, do którego tworzymy. Bo to też jest z pewnej strony brak kanonu - całkowite odejście od konwencji. Ale jednak wydaje mi się, że niektóre sceny wyglądałyby lepiej nieco wydłużone i dokładniej opisane. |
Esien chapter 8 . 2/3/2013 Artur jest dla mnie postacią trochę niedocenianą w fandomie. Występuję często w tle, jako ojciec, urzędnik, członek Zakonu, jednak tekstów, w których poświęca mu się większą uwagę jest niewiele. Odnoszę wrażenie (choć to może być tylko wrażenie), że tylko najstarsi synowie przyciągają mniejsze zainteresowanie, niż on. A szkoda, bo to inteligentny, rozsądny i dobry człowiek, który naprawdę coś sobą reprezentuje. Lucjusz, jaki jest, każdy wie (chociaż w fandomie przydaje mu się niekiedy szlachetności i dumy). Nie podejrzewam, żeby po wojnie mógł się bardzo zmienić, nawet pomimo ciężkich przeżyć z czasów, gdy Voldemort "gościł" w jego domu i szczerej troski o syna. Również i ty, jak widzę, tego nie zakładasz, co mnie cieszy. Podoba mi się pokazanie rozmów (starć) obu panów, chętnie też czytałam pierwszą miniaturkę (trzy miniaturki?), na temat tych nieszczęsnych rewizji, jako ciekawą łatkę do kanonu. Ale najbardziej zaciekawiła mnie szersza perspektywa, to odwrócenie ról, które następuje, gdy dochodzimy do czasów powojennych. Tych, w których to Artur miałby okazję drwić, atakować, odwdzięczyć się za te wszystkie poniżenia. (No i nie zapominajmy, że przez Lucjusza omal nie zginęła Ginny.) Podoba mi się, że nic takiego nie zrobił, bo kanoniczny Artur nigdy by z takiej szansy nie skorzystał. Jedynie to, co się działo w szóstym rozdziale nieco mi zgrzyta, może nawet niepokoi. Czy nie jest tak, że większość karygodnych decyzji zaczyna się niewinnie, z dobrych pobudek, dla dobrych celów, które ludzie chcą osiągnąć niewłaściwymi środkami? W książkach czy filmach pełno jest złoczyńców, którzy sądzili, że budują lepszy świat. Wydaje mi się też, że ten typ pozytywnych bohaterów, który spotykamy w książkach o Harrym Potterze, raczej zgrzytałby zębami w bezsilnej złości niż posunął się do szantażu. Ale to tylko moje zadnie, tak na marginesie. Ogólnie, mogę ten tekst tylko chwalić. Podoba mi się, jak pogłębiłaś charakter obu panów tą miniaturką o koszmarach sennych, ciekawie wygląda zestawienie charakterów naszych antagonistów, podobają mi się skrawki świata przedstawionego, które widzimy gdzieś w tle. Świata, w którym nie wypada nie zaprosić Weasleyów na przyjęcie, a jednocześnie Lucjusz Malfoy, jak zawsze przyjaźni się z ministrem. (A tak w ogóle, czy ministrem jest Kingsley? Bo w tej miniaturce z szóstego rozdziału doniosłam wrażenie, że nie. No, chyba że traktuję ten zbiór zbyt całościowo i każda miniaturka ma odrębne realia? Ale wydaje mi się, że wszystko ze sobą koresponduje). Podoba mi się wiele innych rzeczy, drobniejszych, których nie będę już wyliczać. Ogólnie, całość bardzo mi przypadła do gustu:) Pozdrawiam i życzę weny, SN |
Fryderyka chapter 1 . 1/27/2013 Bardzo udany cykl! Po pierwsze: temat. Rzeczywiscie stosunki na linii Lucjusz-Arthur to jest temat-rzeka i bardzo ciekawe zadanie. I niewyczerpane w fandomie, chociaz w kanonie dosc dobrze zaznaczone. CHociaz nie pamietam, co kanon mowi na temat zycia Malfoyow po wojnie? Procz tego, ze zostali uniewinnieni dzieki zeznaniom Harry'ego, dalej Lucjusz zachowal swoje wplywy i pozycje? Dzieki Twojej serii zwrocilam uwage na jeszcze jedna rzecz: Ciekawe, ze to wlasnie pomiedzy obydwoma panami istnieje ten antagonizm, bo Molly i Narcyza chyba w kanonie ani razu sie nie kloca? I co to znaczy, ze nie konkurowaly czy ze nie konkurowaly otwarcie? A jesli nie konkurowaly, to dlaczego? Moze one sobie wzajemnie nie zazdroscily, a Lucjusz i Arthur - tak? A moze Molly jako przeciwnik byla postrzegana za tak nieszkodliwa, ze az zostala pominieta? Jesli tak, to w swietle finalnego starcia z Bellatrix - byl to wielki blad. W Twojej serii opowiadan podoba mi sie, ze Twoja Narcyza zajmuje tak otwarte stanowisko w konflikcie aktywnie wspomagajac meza i to w sposob bardzo wiarygodny, pasujacy do niej. Konflikt Lucjusza i Arthura zyskuje glebi i kolorow - juz w kanonie ten wyniosly Lucjusz, ktory tak lubil dogryzc Arthurowi byl troche za bardzo skoncentrowany na Weasleyach. Ty ladnie pociagnelas ten temat. Jesli tak nimi gardzil i uwazal za takich niegodnych to podejrzanie duzo czasu i uwagi im poswiecal, jak gdyby sam nie do konca wierzyl w to, ze nie sa godnym przeciwnikiem i ze nic soba nie reprezentuja. U Ciebie w pierwszych miniaturkach z przeszukaniami widac te wynioslosc Malfoyow i od poczatku stracona pozycje Arthura. Ale widac tez, ze Malfoy atakuje ciagle i wciaz status materialny, celnie, ale bardzo przewidywalnie. Arthur natomiast potrafi pokierowac cios w aktualnie najwiekszy soft spot - Zgredek, podatek, ego Malfoya. Arthur, jak na osobe na z gory straconej pozycji, zadziwiajaco czesto trafia i choc generalnie prywatnej wojny z Malfoyem, jak sie zdaje, do konca nie wygrywa to bardzo udanie dotrzymuje mu pola, nie pokonuje, ale i Malfoy nie wygrywa. Skutkiem tego ten wzgardzany przeciwnik od samego poczatku utrzymuje sie na ringu i zadaje ciosy, zaleznie od okolicznosci wieksze lub mniejsze, oslabiajace lub nie, i to jest ta ogromna wygrana, poniewaz w ten sposob okazuje sie, ze w rzeczywistosci jest przeciwnikiem Malfoyowi rownym. Malfoy nie moze go zlekcewazyc, chociaz bardzo sie stara. Po drugie: emocje. Szczegolnie podoba mi sie pokazanie antagonistow w sytuacji bezsennosci, zamylsenia, kiedy przed oczyma czytelnika odslaniaja sie tacy, jacy naprawde sa. Bardzo pasuje do kreacji postaci. I jaka bardzo zyciowa uwaga pani Zabini, ze coz to zlego, wyjsc za maz dla slawy i pieniedzy? No, pasuje jak ulal do tej konwersacji ;) Pozdrawiam i weny zycze! |
Popielatte chapter 1 . 12/21/2012 Pierwszy raz przeczytałam fanfick, w którym postać Lucjusza nie jest... hmm, nie mogę znaleźć słowa. Przerysowana? Tak, właśnie. Ujęłaś jego charakter w idealny sposób. Bardzo mi się podobało. |
Niecierpliwa chapter 1 . 11/25/2012 Świetny pomysł z tym zbiorkiem. Postać Lucjusza wspaniale przedstawiona, a jego dialogi z Arturem są wyborne. Oby więcej takich tekstów. Też myślałam, że Zabini to nazwisko, a nie imię. Pozdrawiam |
Aga chapter 5 . 11/16/2012 Bardzo mi się podoba. Fajny pomysł. Tylko jedna rzecz Zabini to nazwisko a nie imie, za to Blaise jest imieniem. Nie wiem czemu zrobiłaś z imienia Nazwisko, ale to nieważne:D |