| Reviews for Nowa rzeczywistość |
|---|
Siean Riley chapter 6 . 10/6/2012 Planowałam skomentować ci tekst już po przeczytaniu całości, ale oczywiście nie wytrzymałam. Jest, nadal, zbyt "gęsty", by pomijać uwagi co do kolejnych rozdziałów i komentowanie całości spowodowałoby tylko pominięcie całego szeregu skojarzeń czy perełek. Więc po pierwsze - przebranie. Wyłapałaś to, co autorzy serialu zmienili odnośnie Doylowskiego kanonu. Ten Sherlock nie lubi zmian wyglądu. Nie rozkoszuje się odmienianiem głosu, przyprawianiem brody, zmianami stroju. Pasek papieru za koloratkę i już mamy młodego pastora - a nie ma staruszków wchodzących do salonu, brodatych marynarzy, woźniców... Więc dobrze, że to uchwyciłaś. Po drugie - pogrzeb. To, że Molly uważa za niesprawiedliwość fakt, jak mało osób przyszło. I to, że John jest w stanie do niej podejść. Zresztą John to temat na osobną dyskusję, na ile jego "trzymanie się" wynika z poczucia obowiązku opieki wobec pozostałych. Ale perłą nad perłami jest spotkanie braci. Złość Sherlocka wreszcie może znaleźć swój upust. Ograniczony, bo ograniczony, logika nakazuje nie zrażać Mycrofta, ale brat musi mu powiedzieć, wykrzyczeć, to co czuje. I zaskoczenie Mycrofta. W ogóle uczucia starszego z braci Holmes. To, że wspomina brata, braciszka, od dzieciństwa do tego niezrozumiałego samobójstwa, potem gorycz, gdy dowiaduje się prawdy o kodzie i... to uchwycone wracanie do dawnych nawyków. Że mimo ostrożności, z szoku, zdumienia, czy innych powodów, wraca do starych sposobów mówienia, rozmawiania z Sherlockiem. Mimo że wie, jak to go drażni. To jest takie ludzkie... Tak samo jak obserwacje, jak Sherlock usiłuje nie pokazać po sobie, co czuje. |
Siean Riley chapter 4 . 10/5/2012 Widzę, że pierwsze rozdziały nie ustępują gęstością emocji prologowi. Sherlock, który pierwszy raz w życiu zmaga się z fizycznym szokiem i Molly, do której chyba zaczyna powoli docierać, w co dokładnie się zaangażowała. Nie chodzi mi tu tylko o jej reakcje na spanikowanego Sherlocka, to stwierdzenie, że do tej pory to miała do czynienia z "miłymi, cichymi trupami", jak to kapitalnie określiłaś, ale też o to, że Molly pierwsza zaczyna praktycznie myśleć o przyszłości. Ubranie w innym stylu, niż zwykle nosił, wspólny posiłek, organizacja dnia... Koniec z samotnym mieszkaniem, inaczej mówiąc. ma współlokatora, i to osobę, która do tej pory bywała bardziej niż uciążliwa w tej roli (nie oszukujmy się, John Watson ma wojskową skłonność do ignorowania zakłóceń zewnętrznych. Mieszkanie z Sherlockiem musiało mu przypominać afgańskie obozy). A jednocześnie Molly ma świadomość, że trzeba dochować tajemnicy, niezależnie od tego, jak trudne do zniesienia są reakcje otoczenia. Sam Sherlock rozczula. Wpierw tą paniką i niezrozumieniem, czemu jego ciało zachowuje się tak, a nie inaczej, a teraz tym swoim zagubieniem. John sporo już go nauczył, jeśli idzie o relacje międzyludzkie, a teraz Molly uczy go dalej. Dla mnie mistrzostwem jest ta scena z kotem. Dlaczego ludzie trzymają zwierzęta? Jak wytłumaczyć logicznie coś, czego logicznie wytłumaczyć się nie da. A jednocześnie gdzieś w tle cień Moriarty'ego, jego chora ocena świata. Widać jednocześnie, że tych dwoje stara się, i to bardzo, poukładać ten zmieniony świat na nowo. |
Siean Riley chapter 1 . 10/1/2012 Ouf. Gęste to-to. Gęste jak jasny gwint. Plątanina emocji i refleksji w głowie kogoś, kto właśnie podchodzi do próby życia. Zginie, albo przetrwa. Wiem, wiem, brzmi patosiasto. Ale jak to inaczej nazwać? Metodę Mycrofta doskonale rozumiem, podobno uwarunkowanie awersyjne jest jednym z najlepszych i najskuteczniejszych sposobów, by kogoś od czegoś odstręczyć. Zwłaszcza, jak dopiero eksperymentował z odmiennymi stanami świadomości. I nic dziwnego też, że się Sherlockowi to właśnie przypomniało w tej chwili. Raz, że sposób jaki jego brat zastosował: przerażenie do głębi w chwili słabości, by się stan zaćpania z kostnicą i osobą w śpiączce kojarzył, a potem izolacja, by utrwalić bodziec, to taka metoda, że musiała się wryć młodemu Holmesowi chyba w podświadomość. Aż można powiedzieć, że to dziwne, że po takim warunkowaniu był w stanie w tej kostnicy eksperymentować. Dwa - on widzi na tym stole to, co mu wtedy pokazał brat. Siebie samego. Martwego siebie. Może wie, że to podróbka, kopia, mimikra, która ma mu uratować życie, ale jego podświadomość tego nie wie. Ten małolat, zaciągnięty do kostnicy przez wkurzonego brata, właśnie zobaczył własne zwłoki. Druga sprawa - Mycroft. On tu brzmi naprawdę groźnie. Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale to nie jest angielski dżentelmen z parasolką w ręku. To ktoś twardy i bezwzględny, który umie skutecznie pogrozić. A skoro o groźbach mowa, to refleksja Sherlocka na groźbę Moriarty'ego jest bardzo dobra. Tak, teraz mu zależało na czymś więcej niż całości tej genialnej maszynki, którą nazywał swoim mózgiem. Ba, teraz było coś, co było dla niego więcej warte niż umysł. |
myszyna chapter 8 . 9/28/2012 No i Ty chcesz to skończyć? Przecież to jest świetna, naprawdę świetna, w stu procentach kanoniczna i bardzo wciągająca łatka. Od razu widzę ten wywiad i Molly tłumaczącą się przed wściekłym Holmesem - oraz interweniującego w redakcji Mycrofta :D |
alicemau chapter 6 . 9/25/2012 Polubiłam ostatnio Molly i podoba mi się, jak ją tutaj przedstawiasz. Świetna scena, w której myśli o tym, ile razy wyobrażała sobie mieszkanie z Sherlockiem, ale takim ciepłym i przystępnym - dobre podsumowanie tego bezsensownego, jednostronnego uczucia do wyidealizowanego pana detektywa, który z Holmesem nie ma nic wspólnego. Z jakiegoś powodu jestem przekonana, że trzeci sezon zacznie się od powrotu Sherlocka i wszystko pomiędzy zostanie pominięte - i w związku z tym to opowiadanie wpisuje mi się idealnie jako łatka do prywatnego kanonu. A strasznie fajnie mi się Ciebie czyta, masz oszczędny i zgrabny styl, płynnie przeskakujesz między punktami widzenia różnych bohaterów, i ta forma krótkich scenek/przemyśleń też mi bardzo odpowiada. Dziękuję i życzę dużo weny :) |
myszyna chapter 1 . 9/24/2012 Wiesz co? Właściwie to wstydzę się i za siebie i za fandom, jak widzę że tu nie ma komentarzy. To opowiadanie jest znakomite. Bardzo mi się podoba jak prowadzisz narrację, lubię kolejne postaci, których punkt widzenia pokazujesz i lubię niespieszne tempo akcji. Wszystko, co tu piszesz cudownie mi się wpisuje w head-kanon, oraz mam błogą nadzieję, że nie masz zamiaru nigdy przenigdy tego kończyć, i że do końca życia będę sobie mogła co jakiś czas zobaczyć jakąś kolejna scenkę. Śliczne! |