| Reviews for Znużenie |
|---|
o.Ellena.o chapter 1 . 7/2/2016 Zaciekawiło mnie zestawienie słów "Voldemort" i "znużenie", więc czym prędzej zabrałam się za czytanie. Z każdym zdaniem wsiąkałam coraz bardziej - uwielbiam być wciągana do opowieści, a że zdarza się to raczej rzadko niż często, tym większa jest moja radość, że trafiłam na tak dobry, niesamowicie klimatyczny tekst. Tak, tak, klimat jest... Jest niepokojący, duszny (wtedy, kiedy Voldemort ich wszystkich "przesłuchuje", kiedy czują, że może z nimi zrobić wszystko, ot, kwestia kaprysu), mroczny (czuć potęgę Voldemorta, jego nienawiść, brak uczuć, zasad, jego pewność wygranej, a to się odbija na ogólnej atmosferze w magicznym świecie, da się odczuć, że zło wychodzi na powierzchnię, że nadszedł zmierzch dobra, wkrótce świat zakryje ciemność; do tego ta pewność Lorda, ta wiara, że na świecie jest więcej ludzi złych/skłonnych do upadku niż idealistów z twardym kręgosłupem moralnym... To wszystko czyni nastrój okropnie przygnębiającym, dla czytelnika, bo śmierciożercy bawią się wyśmienicie - chociaż... mam wrażenie, że poza Malfoyami, możliwe, że się odzywa moja nić sympatii/współczucia względem nich, ale... jakoś tak się wydali mało emocjonalnie zaangażowani w to wszystko, tak sztucznie właśnie, fałszywie, takie "nie chcem, ale muszem" ;)). No i klimat biblioteczny (bardzo mi się podoba porównanie jego ludzi do książek, ciekawe, trafne i po prostu ładne, obrazowe), klimat arystokratyczny (ta duma, zażenowanie, wyniosłość, te przyjęcia, interesy). Wszyscy mi się wydają mocno kanoniczni (przynajmniej na tyle, na ile ich pamiętam). Voldemort kapka w kapkę jak oryginał, bezduszny, pragnący upadku dobra, władzy nad całym światem, złamania wszystkich i poddania ich jego własnej woli, jego torturom. On jest tutaj tym, kim jest - manipulatorem, dyrygentem, lalkarzem, strategiem. Podłą szumowiną, która nie ma litości, ni krzty przywiązania nawet wobec swoich, tych, którzy mu tak wiernie służą. Nie żeby mi było szkoda śmierciożerców (no, może niektórych), bo zawsze mogli wybrać inaczej, niemniej to przykre widzieć, że ktoś się dla kogoś poświęca, poświęca własne życie, pozycję itd., a tamten nikczemnie to wykorzystuje i nie ma żadnej wdzięczności, niczego, ba, swoich podwładnych może traktować w sumie tak jak jasną stronę mocy, śmierciożercy niby są bezpieczni, ale to tylko pozory, bo w każdej chwili każdy z nich może dostać avadą tak jak Dorcas, jak wielu dobrych (poruszająca scena, Dorcas niczym zwierzę w potrzasku, oszalała, spłoszona, totalnie bezbronna, z tą świadomością, że zaraz zginie, i jeszcze upokorzona podczas "pojedynku" :(). Świetnie oddałaś jego ponurość, rozważania, spryt, gierki, sprawdzanie lojalności podwładnych. Porównanie ich do dzieci skojarzyło mi się z fikiem Miśqi, tyle że tam Lord był w dość wesołym jak na niego humorze, a u ciebie wydaje się dość zirytowany, myśl wydaje się zimna, automatyczna, co mrozi krew w żyłach (wszak nawet zwykła irytacja wystarczy, żeby kogoś za nią podręczyć). Śmierciożercy są do niego całkiem podobni w stosunku do innych, są zdolni do podobnej obłudy i manipulacji, jednak odczuwam pewną różnicę. Voldemort po prostu taki był, jest i będzie, oni takimi się stali (choć pewnie musieli mieć zadatki), on widocznie "kocha", pragnie takim być, oni już niekoniecznie, tzn. część z nich wyraźnie źle się czuje w roli marionetek, nie ma w nich tej pewności zła, jaką ma Lord (w sumie to nikt poza nim aż takiej nie ma). Cały czas czułam, że Malfoyowie, a zwłaszcza Lucjusz pod koniec duszą się, przez co już i tak duszna atmosfera zagęściła się jeszcze bardziej, a mnie się zachciało otworzyć okno. Wiem, że Voldemort ma Malfoyów za liche książki, ale kiedy o nich tu czytałam, poczułam, że wcale nie, że się pomylił co do nich, że taki Lucjusz się wyróżnia na tle pozostałych, bo (chociaż chłodny i wyrachowany, wychowany tak a nie inaczej) mu nie liże czarnego pupska tak jak reszta (a jeśli już, to udaje), nie jest dzieciakiem jak Bella i Barty, nie chce się przypodobać za wszelką cenę - u Abraxasa natomiast bardzo widać, że jest mu źle/niewygodnie, że Lord ich odwiedza i że znów zorganizuje u nich spotkanie. W końcówce to Lucjusz wręcz się cały gotuje, jakby to był jeden z momentów, kiedy nienawidzi Czarnego Pana (nienawidzi tak samo, a może przez to i bardziej? jak armia Dumbledore'a). Ta arystokratyczna duma mu przeszkadza, czasem sobie myślę, że gdyby nie ona, to Lucjusz w końcu by pękł, przejrzał na oczy, przyznał do błędu nawet za cenę utraty pozycji (miał w końcu rodzinę, musiał mieć jakieś dobre przebłyski - jak Abraxas "może zamiast eliminować (...) podporządkować ją" - przypomniał mi się tu Draco, kiedy nie był w stanie/nie chciał śmierci dla Albusa, co innego gadanie, a co innego rychła jej wizja, Abraxas zabrzmiał tak, jakby zadanie śmierci było ostatecznym czynem). Lucjusz jest tutaj złamany, jego wola jest złamana przez Lorda, ale z drugiej strony on wciąż walczy, nie chce się dać złamać całkowicie. Jakby nie tylko przy wrogach, ale i przy Lordzie zakładał maskę, oszukiwał samego Lorda, a tymczasem wciąż miał nadzieję, że da się zrobić tak, że pozbędzie się kiedyś Voldemorta, nie tylko z własnego salonu i że jednocześnie zachowa samego siebie. To zawahanie w progu... Właśnie u Lucjusza i Abraxasa wyobraża mi się największe, nie tylko związane z obawą przed Lordem i jego gniewem. Ekscytacji natomiast u nich nie potrafię zobaczyć. Travers łypiący na Rosiera, "Panie, pozwól mi" - taak, człowiek człowiekowi wilkiem (nie obrażając wilków), swój swojego by ubił, byle dla Lorda być tym pierwszym, najbardziej zasłużonym, wiernym... Straszne. Abraxas jest intrygujący. Wcześniej (nie wiem czy przez fiki czy jakieś strzępy pamięci o nim z kanonu) myślałam o nim jako najgorszym z Malfoyów, tym, przez którego zepsuci byli Lucjusz i Draco, tym, który miał najmniejszą szansę na odwrót. Ty go nakreśliłaś tak, że mi się wydał ciutkę lepszy, bardziej rokujący, nie tak zapatrzony w Lorda jak myślałam. "Czy aby na pewno? Twój syn" - no tak, wystarczy wspomnieć syna, żeby mieć ojca w garści. A Malfoyowie, co by o nich nie mówić, rodzinni byli (a i uczucia jakoweś posiadali). Piękny jest opis szaty, laski, tego wszystkiego! Czysty majestat (jej, mam wrażenie, że kiedy Lord odnotowywał każdy szczegół, to aż sam Malfoyowi pozazdrościł tej aury). "Nie martwisz się, że Crouch lub Moody..." itd. - to jest właśnie to, to łamanie człowieka, naginanie go do swoich potrzeb... Pranie mózgu :/ "Odpowiedz. Jeśli..." - hah, cokolwiek powiesz, ja, Czarny Pan i tak wygram :p Jakie to Voldemortowe :) Voldemort może i jest strategiem, może i ma pewność siebie i inne potrzebne cechy, ale popełnia jeden podstawowy błąd - nie docenia przeciwników. W tej swojej pewności, w tym "ja, ja jestem najmocniejszy, najlepszy, naj... wszystkich rozwalę" sam przypomina dziecko ;) (i ta jego naiwność, ta sama co Hitlera, ale w końcu tacy sami). Bella też wyszła świetnie, w tym jednym zdaniu, gdy siedzi na krześle, lubi słuchać krzyków, gdy się wierci z chorego podniecenia, jest tą Bellą, którą wszyscy znamy. Tą dziwną, dziką, niebezpieczną wariatką, lubującą się w cudzym bólu i w Czarnym Panie. Jedna scena na krześle, a już cały Azkaban stanął przed oczami. To samo Albus - jedno zdanie, ot, zdążył, ochronił aurorów (w tym Jamesa, ach, smutno mi, kiedy sobie przypomnę, że kiedyś tam Albus już nie zdąży :(), cały on, jego ręka na pulsie (wbrew temu co o nim gadał Lord), jego bycie stróżem, opiekunem (a przynajmniej próba). Opisem tej magicznej bariery chroniącej przed avadami Lorda oddałaś to poczucie bezpieczeństwa, które się czuje w obecności Albusa. "S-Severus Snape" - Wiesz, to zająknięcie nie pomyślało mi się jako wstyd Lucjusza, że oto musi robić za odźwiernego, znaczy, to też, na początku, w chwili jego zaskoczenia i gniewu, ale przede wszystkim pomyślałam, że on tak się zająknął przez to, że chodziło o Severusa, jego przyjaciela. Jakby się o niego bał, myślał "chociaż ty nie idź tą drogą" - tyle że tutaj panowie się jeszcze nie przyjaźnią, jak widzę, więc źle odczuwałam. Bardzo poruszający tekst, pełen klimatu, plastycznych opisów, bardzo sensualny. Styl świetny, z duszą, z charakterem, cudny językowo (parę przecinków mi mignęło i literówek, ale to pikuś, przecinków już nie pamiętam, gdzie były, jakbyś chciała, to poszukam, a literówki prześlę pm-ką - ale, w żadnym wypadku te drobiazgi nie zmienią opinii o stylu, nie, nie!). Prawdziwą przyjemnością było płynąć przez ten tekst (nic mnie z rytmu nie wybiło) i go przeżywać :) Weny. Ściskam mocno ;*** Ell |
Filigranka chapter 1 . 12/25/2012 Doprawdy, człowiek niemal współczuje Voldemortowi, który musi znosić tych przeciętniaków wokół siebie, tych tchórzy, skrywających się za arogancją. Stylistycznie jak zwykle ładnie (chociaż tutaj "Niewymowny nie był lubiany" inwersja wydaje mi się niepotrzebna, potknęłam się, czytając). Treściowo - tak, zdecydowanie na tak, chociaż może miejscami narrator zbyt kawę na ławę wykłada, ale to rzadkie momenty i nawet jeśli, to niewiele przesadza. Miło poczytać coś o śmierciożercach, którzy są tacy, jakimi portretowała ich Rowling - za często się im w fandomie przydaje jakiejś godności. Voldi może trochę właśnie zbyt godny, za mało czarny w tym wszystkim, ale zbliżenie do niego perspektywy narracyjnej to usprawiedliwia, bo przecież ten arogant nie dostrzegał swego upadku. Pomysł z zabiciem minister (bo Twój, prawda? czy nie pamiętam książki?) - i potem dopiero wprowadzeniem, niemal przypadkowo, przepowiedni - prima sort. Rozważania Voldemorta o książkach urokliwe. Malfoyowie i cała reszta absolutnie "in character". Za samo to, że zło jest tu, zgodnie z kanonem, niskiem i w gruncie rzeczy żałosne, dałabym plus. A, literówka "Voldemort zauważył z rozbawianiem" i przecinek przed "jakby" w tym samym zdaniu. |
GyromitraEsculenta chapter 1 . 9/4/2011 Bardzo podoba mi się twój styl i twoje pomysły. Piszesz bardzo zręcznie, z paroma tylko błędami stylistycznymi (które mogą wynikać jedynie z odmiennego widzenia tekstu przez czytelnika, jak na przykład z pomocą / za pomocą), trochę za dużo przyimków/zaimków, ale z moim stylem pisania nie powinienm się wypowiadać w tym temacie. Przeczytanie twoich opowiadań sprawiło mi przyjemność. Dziękuję. |