| Reviews for Niedorzeczne Rozważania o Wężach i Miotłach |
|---|
amazing-psyche chapter 18 . 11/1/2015 Przyznam, że przeżyłam mały szok. Wiedziałam, że epilog niedługo się pojawi, ale kiedy zobaczyłam, że dodałaś trzy dodatkowe części – w tym dwie wieńczące – to szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że będzie to tak szybko. Mam jednak jakieś serce (choć niewątpliwie schowane głęboko), bo trochę się rozczuliłam – do łez żaden fik mnie jeszcze nie doprowadził, ale końcówka jest niewątpliwie poruszająca. Ale dzisiaj mam parę słów krytyki, jeśli się nie pogniewasz. Na początku zacznę jednak od plusów. Dwa wątki, które mnie interesowały najbardziej, zostały przeprowadzone w sposób, który w pełni mi odpowiada. Taki właśnie powinien być koniec relacji Owens i Snape’a – Severus, który gdzieś znika z kobietą nie całkiem doskonałą, z kobietą z przeszłością bardzo mi odpowiada. Tak powinno być w kanonie – zaprzeczę swoim wcześniejszym słowom, bo napisałam, że Snape’a w romansach nie widzę. Ale z drugiej strony – a czemu nie? Czy to może Rowling nie przesadziła, wpychając Severusa w rolę romantycznego bohatera, który po tylu latach nadal myśli o kobiecie, z którą nawet nie był bliżej fizycznie? Tutaj Snape zakochuje się wreszcie i to nawet nie jest powiedziane wprost, ale dialogi z końcowej sceny skradły mi serce – z jednej strony rozczulające, z drugiej nie jest za słodko. Fred z Millicentą też mają duży plus – coś mi się wydaje, że jestem jedyną osobą, która w ogóle na ten wątek zwraca tak dużą uwagę. To dużo bardziej prawdziwe niż gdyby byli razem przez te wszystkie lata – spotykając się po wojnie, mają paradoksalnie dużo większe szanse na happy end niż gdyby tkwili przy sobie od lat wczesno nastoletnich. Bardzo kanoniczna i urocza ta scena; chętnie bym poczytała o rozżaleniu Millicenty, kiedy Fred wybrał jednak Angelinę (bo przecież wcześniej twierdził, że to Bulstrode jest jego ideałem), ale Weasley w kanonie to trochę kobieciarz, a to co było pomiędzy można sobie łatwo w głowie dopisać. Te dwa wątki mają u mnie ogromnego plusa. Podobnie jak zakończenie o potoczeniu się wszystkiego – chyba bardziej to zdanie podobało mi się niż zdanie kończące Pottera. Niby takie małe coś, ale w tym momencie pomyślałam, że ten fik jest naprawdę dobry. Sceny na weselu ze wszystkimi bohaterami są dobrze skonstruowane – nie będę się tutaj rozdrabniać, bo już pisałam Ci z dziesięć razy, że masz wspaniały, niewymuszony styl. Do tego momentu mojego komentarza – gratuluję po stokroć. Niemniej mogłaś kogoś uśmiercić, choć nienawidzę śmierci bohaterów – może Albusa? Bo trochę momentami za słodko; a Severus w scenie w szpitalu, opowiadając o powolnym dawkowaniu trucizny, aż za bardzo stał się mrocznym sukinsynem ; ) niemniej wspomnienie o Rasputnie i strumień świadomości, który poprowadził mnie wprost do Rickamana jako Rapustina, jakoś starł to wrażenie, I teraz jedna rzecz, która w zakończeniu mi absolutnie nie pasuje - Ślizgoni. Ślizgoni w większości byli nieco pyszałkowaci, nieco obojętni i zawsze bardzo egoistyczni. Ty ten kanon zmieniłaś – u Ciebie nawet Malfoy, którego główną cechą było tchórzostwo, jest zbyt odważny. Wszyscy zmieniają Draco – bo smutna prawda jest taka, że kanoniczny Draco nie ma w sobie nic ciekawego, gdyby się chciało ukazać jego książkowy charakter. I ja o zmianę nie mam pretensji, a przynajmniej o odejście od książkowego wizerunku – jednak u Ciebie mamy niekonsekwencję w toku fika, a to mi się już nie podoba. Wcześniej migający gdzieś w tle Draco jest u Ciebie kanoniczny do bólu – tutaj nagła metamorfoza, którą przedstawiłaś w kilku zdaniach i mamy nowego Malfoya, nowych Ślizgonów. A przecież to ważny wątek i moim zdaniem powinnaś jednak go lepiej przedstawić. Wydaje się nieco wciśnięty na siłę i brakuje mi odpowiedniego uzasadnienia – dlaczego? Te sceny z Harrym też są zbyt sielskie, za dużo tutaj było bólu, rywalizacji, obelg w tej relacji, żeby można było od wyzwisk przejść do takiej sielanki. Wybacz, ale tego nie kupuję. Niemniej cały fik mi się bardzo podobał i dziękuję za miłą lekturę. Masz świetny styl i niebanalne pomysły na fabułę. Mam nadzieję, że jeszcze coś twojego przeczytam – może niekoniecznie o Snapie. Pozdrawiam. |
amazing-psyche chapter 16 . 10/23/2015 Dzisiaj będzie trochę krócej – tak dla odmiany. Bardzo przyjemny i odprężający rozdział – a chyba właśnie tego potrzebowałam po jakże ciężkim tygodniu (a w zasadzie jego pięciu dniach). Skupiasz się na Weasleyach, których lubię, za co masz u mnie wielkiego plusa – ale o tym to już chyba wiesz. W ogóle uwielbiam czwarty tom i mogę w nieskończoność czytać o wariacjach na temat Turnieju Trójmagicznego. Jest i Syriusz – po kanonie miałam głód na potyczki słowne Snape’a i Blacka, Ty ten głód zaspokoiłaś. Mikstura Wiecznej Impotencji… No, życzenia Syriusz ma co najmniej dziwaczne. Bardzo zabawna scena i mam nadzieję, że Severus sam się nie fatygował, żeby drzwi zamknąć – tylko rzucił zaklęcie albo wysłał skrzata. Natomiast scena między Owens a Snapem urocza – podobała mi się tak bardzo, że ostatnią rzeczą, o jakiej pomyślałam, był kanon. Nie wiem już, czy Severus jest kanoniczny, czy nie, ale ja go tam kupuję w Twojej wersji. Iskry aż lecą, a nawet nie doszło jeszcze do pocałunku – może taka retardacja nie każdemu odpowiada, ale mnie to przekonuje. No i sceny z Voldemortem – cieszę się, że stanowią raczej też jakiś akcent humorystyczny z jednej strony, a z drugiej tworzą napięcie. Z rozdziału na rozdział jest coraz ciekawiej, natomiast mój dzisiejszy komentarz mnie nie zadowala. Niemniej miło mi bardzo za podziękowania i z pewnością komentować będę do końca. Trochę szkoda że tak późno odkryłam, że fik ma tyle części, bo mogłabym jakoś tą przyjemność dawkować. Chyba się starzeję, bo liczę na happy end, jakiś fluff w zakończeniu i w ogóle jakoś straciłam już ochotę na mroczne angsty. Jak zwykle - czekam na ciąg dalszy! |
amazing-psyche chapter 15 . 10/16/2015 Przyznam się, że przeczytałam prawie od razu po otrzymaniu Twojej wiadomości – ale cóż, moje wrodzone lenistwo sprawiło, że mi się nie chciało logować. Na bloga też trafiłam – nie wiem, czemu nie przyszło mi do głowy, żeby wpisać wcześniej nazwę w google. A teraz mam za swoje, bo trochę gorzej się komentuje kilkanaście rozdziałów! Na początku powtórzę taką uwagę ogólną, którą już w sumie napisałam innymi słowami, ale ja się bardzo lubię powtarzać – zaraz po siódmym tomie lubiłam czytać fiki o wojnie, ale teraz zdecydowanie preferuję takie teksty. Rowling wybiła wszystkich (tak, wszystkich) moich ulubionych bohaterów, a jednak wolę mieć z sagą przyjemne skojarzenia. Nie wiem, jak daleko planujesz fabułę i jak bardzo chcesz się trzymać kanonu, ale mam nadzieję, że obejdzie się bez przykrych śmierci. Akcja idzie do przodu i jest coraz ciekawiej – serce mi skradły przede wszystkim sceny ze Snapem, zarówno ta w lochach, jak i ta w barze dla wampirów. Trochę karykaturalnie wypadły wampiry w zestawieniu z jego wizerunkiem, ale to nawet i lepiej. Widzę, że trochę jego postać rozwijasz w kierunku „mrocznego sukinsyna”, jednak nie przeszkadza mi to jakoś bardzo. Ja tam lubię kanonicznego Snape’a z jego mało kunsztownymi ripostami i dogryzaniem uczniom o kilkadziesiąt lat młodszym, ale nie da się ukryć, że utrzymanie go w takiej postaci przez cały fik byłoby raczej nudne. Na plus obecność papierosów – jakby to głupio nie zabrzmiało. I klimat jakiś taki tworzą, i ja po prostu lubię palić, przebywać z palącymi ludźmi, a także o palących bohaterach czytać. Niezdrowe, trzeba będzie to rzucić, ale Snape pozostanie w mojej głowie z papierosem. Co do nałogów – to, że Owens też ma jakieś tam brudne sekrety, że nie jest idealna, bardzo uwiarygodnia jej postać. Ciekawa jestem, czy planujesz jakiś punkt krytyczny, czy jednak do końca pozostanie grzeczna. Nie będę ukrywać, że ja raczej Snape’a kanonicznego w związkach nie widzę, a jak widzę to z trudem, ale myślę, że w tym fiku – o ile dobrze myślę, o tym co planujesz – może to nie wypaść źle. Quidditch jakoś mnie nigdy nie interesował, ale bardzo sprawnie opisujesz mecze i jakoś mnie to nie zanudza specjalnie, za to wątki około Quidditcha lubiłam i lubię nadal; chociaż dużo bardziej mnie ciekawi dziennikarskie tło dla wydarzeń. Inne OC niż Owen jakoś mi w pamięć na razie tak bardzo nie zapadły (może jeszcze Quincy, Lukrecja na razie jakoś tak bardziej na dalszym planie), żeby pisać o nich coś konstruktywnego. Co do Weasleyów – ja, pewnie przez Rowling, zawsze wyobrażałam sobie Charliego jako homoseksualistę (chociaż sam do końca życia ze smokami brzmi bardziej jak niesmaczny żarcik o kozie Aberfortha), ale z Billem to też nie wypada źle. W sumie w kanonie i o Billu, i o Charliem wiemy tak mało – o ich cechach charakterologicznych przede wszystkim – że można sobie ich napisać dowolnie. Ładna scena w Norze, tutaj kanon jak najbardziej, tak sobie właśnie wyobrażam reakcję państwa Weasley. Freda trochę za mało jak na mój gust, ale jak się wreszcie pojawił, to scena całkiem mnie usatysfakcjonowała. Chociaż kanoniczny Fred oprócz tego, że martwy, to jeszcze wydawał się mieć naturą dosyć flirciarską i niezbyt stałą w uczuciach (raz ta nieszczęsna Angelina, raz kuzynki wille, innym razem mugolska sprzedawczyni), ale chętnie bym go u boku Milcenty zobaczyła – rzecz jasna, żeby za prosto nie było, bo oboje smarkaci, z nienawidzących się Domów. Znowu Milcentę ładnie rozwinęłaś, bo ileż można czytać u Rowling, że wszystkie Ślizgonki to brzydkie, wredne i w ogóle bez miotły nie podchodź. No i Hermiona – zarówno komentarz do Rona, jak i Malfoya (uch, naprawdę obrzydła mi jego postać i to chyba przez fandom) świetny i bardzo kanoniczny. Językowo sprawnie – naprawdę polubiłam Twój styl pisania. Błędów nie szukałam, ale jakby jakieś były, to pewnie rzuciłyby mi się w oczy. Ogólnie to bardzo przyjemne opowiadanie, które przypomina klimatem najlepsze części Pottera – niestety nie kupuję zupełnie przeskoczenia Rowling z powieści młodzieżowej do mrocznej dramy z Severusem-Werterem-Snapem i wybiciem połowy bohaterów, ale to takie moje subiektywne odczucie. Pozdrawiam, weny życzę i będę wypatrywać kolejnych części! |
amazing-psyche chapter 4 . 10/2/2015 Dziwię się, że twój fik nie ma komentarzy, bo chyba żaden tekst o Potterze mnie tak nie ujął od dawna. Akurat szukałam czegoś lekkiego i wesołego i to opowiadanie jest wręcz spełnieniem moich fandomowych marzeń w tym momencie ; ). Jest Snape, są bliźniacy, pojawili się Ślizgoni - wszystko cudownie kanoniczne. W dodatku stworzyłaś bohaterów, którzy - nie jak zazwyczaj dzieje się z OC - nie odstają, wpisują się w ten świat, a wręcz po lekturze czytelnik się dziwi, że w wcale ich nie ma w książce. Branwen Owens jest cudowna i jej słowne przepychanki ze Snapem były fantastyczne, chociaż kierunek, w jakim zmierza ich relacja, zastanawia mnie - chyba za bardzo nie widziałabym tutaj mimo wszystko romansu, ale chciałabym zobaczyć, jak masz zamiar to rozwinąć. Opisy i dialogi są też bardzo mocną stroną tego tekstu - zabawne i lekkie; twój styl pisania też bardzo pasuje mi do świata Pottera. Do moich faworytów, oprócz rozmów Snape'a i Owens, należy jeszcze dialog Freda z Milcentą - bardzo przyjemna scena i aż z niej iskrzy - niekoniecznie od negatywnych emocji. W ogóle przepadam za jakimiś konfrontacjami Gryfonów ze Ślizgonami poza tymi głównymi bohaterami (bo ile razy można czytać to samo w różnych wariantach), więc tym bardziej mnie ujęłaś. Jeszcze wplotę taką dziwaczną uwagę, że bardzo sprawnie Ci wychodzi pisanie "komentarzy" do dialogów - kiedyś czytałam rozważania jakiegoś pisarza, że najlepiej pisać po prostu "powiedział", bo to brzmi najlepiej. Nie uwierzyłam w tę zasadę wtedy, nie wierzę i teraz, a twój fik stanowi idealny przykład na to, jak tymi "komentarzami" można grać i jak mogą one tworzyć nastrój opowiadania. Nieszablonowy i bardzo przyjemny fik. Mam nadzieję, że będzie ciąg dalszy. Pozdrawiam i życzę dużo weny! |