Reviews for Legenda i czlowiek Cz IX Kwestia zasad
Filigranka chapter 43 . 3/6/2017
O, jaki to podnoszący na duchu koniec! Mimo wszystkiego złego, co się w tej części wydarzyło (Ignacio, mam wrażenie, przez te podejrzenia ze strony wojska stracił nad sobą kontrolę. to plus fakt, że właśnie Alejandro musiał być wdzięczny. tacy ludzie jak on, opętani najprymitywniejszym makiawelizmem, bardzo źle znoszą wdzięczność, próbują się pozbyć długu poprzez udowodnienie sobie i światu, że długu nie mają, bo druga strona też jest zła i zdradziecka) i całego tego napięcia - bardzo się martwiłam o Vi i jej dziecko! - rzecz się kończy wyjątkowo krzepiąco. Bo mamy i zjednoczenie mieszkańców Los Angeles, którzy razem byli gotowi wystąpić przeciwko alcade, by uwolnić uczciwego człowieka - bardzo to podnosząca scena - i szczęśliwe narodziny, i chrzest na końcu (serio, alcade, sądziłeś, że cię zrobią chrzestnym? niektórzy to nie mają wyczucia... albo góry przenoszą arogancją), i w ogóle Diego ze swoją córeczka to taki wzruszający moment (w ogóle mam słabość do dzieci, wszędzie, chwytają mnie za serce). No i całe te ceregiele z tym, że to dziewczynka - chłop się już zmartwił, a tu o taką głupotę szło! (w sumie, wiadomo, płeć rzecz ważna w tamtej epoce, ale jednak nie wiem, czy otoczenie w fiku nie martwi się za bardzo - Diego nie jest wszak najbardziej mizoginistycznym czy tradycyjnym ze szlachciców i wszyscy to wiedzą, a też nawet przeciętny mężczyzna się chyba wtedy nie przejmował aż tak bardzo, jeśli nie urodzono mu syna od razu, przy pierwszych dziecku... przy trzecim czy siódmym pewnie już był na skraju histerii i wściekłości z niepokoju).
milaszek chapter 43 . 1/15/2017
To zakończenie to...coś pięknego. Bo czy może być coś bardziej wzruszającego od bezwarunkowo kochającego ojca, który po raz pierwszy widzi swoje dziecko? I ta zadziornosc, humor i luz w relacjach z Victorią, bardzo mi się podoba. Kocham, kocham, kocham. Opis ceremonii kościelnej ma wspaniałe przesłanie. Mimo różnic, uprzedzeń, miasteczko łączy się w tak pięknej chwili jak chrzciny dziecka.

Ja również Ci dziękuję Siean. Za wytrwałość, serce jakie wkladasz w to co piszesz. Za radość jaką mi tym sprawiasz, kolorując mojś rzeczywistość kolorem i barwą. Pozytywnym przesłaniem i niezspomnianymi emocjami. I owszem, jestem Twoim wiernym czytelnikiem. Mam nadzieje, iż to nie jest koniec bo nie chce sobie wyobrażać że Twoja interpretacja skończy się w próżni tak jak serial. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku dla Ciebie Siean i wszystkich Twoich fanów.
milaszek chapter 42 . 1/15/2017
Z każdym rozdziałem dzieje się więcej i więcej, a tu już niestety zbliża się koniec części. Akcja Zorro trzymała w napięciu, nie tylko Victorie ale i mnie, równie mocno. Tym razem naprawdę ryzykował. Nawet najlepszy plan nie był w stanie zapewnić mu bezpieczeństwa, tylko szczęście i wsparcie innych mieszkańców Osady. Jak zwykle opis emocji wszystkich postaci jest mistrzowski. Ojca, kiedy patrzy na syna, Vuctorii. Swoją drogą jej pomysl na fortel z uśpieniem Diego faktycznie genialny i logiczny. Tylko jest jedna kwestia, która mi umknęła, może przez moje emocje i wynikającą z nich nie uwagę. Jak to się stało, że De Soto zupełnie odpuścił Don Alejandro a on jest tak pewien swej wolności, że od razu pojechał na hacjende do syna, a później jeszcze, jakby nigdy nic wziął udział w chrzcinach córki, pod tym samym dscgem kościoła co De Soto? W końcu jest zbiegiem, który uciekł z drugim zbiegiem. De Soro jest tak dumny, że chyba groźba ludzi i bandyty nie mogłaby go powstrzymać. Jedynie ta kwestia mi umkneła i jest dla mnie niezupełnie jasna.
milaszek chapter 41 . 1/15/2017
Oczywiście, wynagrodziła. Każdy rozdział jest nagrodą. Rzeczywiście minęło sporo czasu od poprzednich rozdziałów ale jeśli chodzi o mnie, to nawet przez moment nie czułem aby moje zaangażowanie jako czytelnika malało. Swoją drogą wydarzyło się wiele wymarzonych przeze mnie rzeczy w tym epizodzie. Piękna akcja Zorro. Jego madre słowa w kierunku alcalde, których to niestety, jak zwykle, nie weźmie sobie do serca. Piękny gest dla Zorro ze strony jego ojca, który może go kosztować bardzo wiele. Oraz cudowane, ujmujące opisy niepokoju Victorii. I oczywiście powrót upragnionego przeze nnie od dawna wątku jej ciąży. To i wiele więcej, składa się na mój wymarzony rozdział, za który bardzo dziękuję.
dizzy fire chapter 40 . 10/9/2016
Ha, nie mogę uwierzyć, że przegapiłam nowy rozdział! Świetny jak zwykle, oczywiście. Don Alejandro broniący (chcąc niechcąc) de Soto - bezcenne. :D
milaszek chapter 40 . 9/21/2016
Ciekawy rozdział. Tym razem na tapecie sa roznyslania D.A. Dość naiwne trzeba przyznać. Zlecialo nie wiadomo kiedy. Lubie takich ludzi jak Don Alehandro. Nie wystarczy mieć wysoką pozycję społeczną. Trzeba jeszcze umieć ja podkreślić i wykorzystać w słusznej sprawie. Jednak straszny z niego naiwniak jeśli wierzył w dobre intencje Alcalde. Zrobiło się przez moment tak słodko. Ale "nic nie może przecież wiecznie trwać" Wakacje również. Na szczęście ;) Oby to oznaczało kolejne rozdziały. Mamy lektury, które nosimy pod skórą. Twój fick jest dla mnie jedna z nich. Taki wakacyjny rozdzialik, cisza przed burza ale czyta się gladko i przyjemnie.
dizzy fire chapter 39 . 7/10/2016
Haha, super! Kolejny rozdział, i do tego taki ciekawy! Sierżant Mendoza mnie urzekł - scena z państwem Jones była naprawdę urocza. Końcowa scena jest świetna - od tego jak Zorro pozbywa się strażników (a potem okrywa ich kocami!), poprzez konfrontację alcalde z padre Benitezem, aż do pojawienia się Zorro. Powtarzam się, wiem, ale nie mogę doczekać się dalszego ciągu. :)
milaszek chapter 39 . 7/4/2016
Upał nie najlepiej działa na wene i zdrowie ludzi. Na szczęście fanfick Siean jest jak letni wietrzyk w tym całym ukropie. Cóż, nareszcie mam szansę wypowiedzieć się o tym rozdziale. Wielbicieli Twojego talentu nie opuszcza wena do czytania ficka, to jest ważne.

Nikogo nie zaskocze swoją opinią, gdyż jak zwykle rozdział bardzo przypadł mi do gustu. Jednak jest w nim coś wyjątkowego. Jestem pełen podziwu jak obrazowo, przekonująco opisałaś myśli Zorro, planowanie swej akcji, jakbyś siedziała w jego glowie. A i życzenia "Wesolych Świąt" od Zorro mnie urzekly. Chciałbym zobaczyć tą mine De Soto w odpowiedzi. I jeszcze coś, Zorro poczas akcji mysli nawet o bezpieczenstwiw swych rywali ale dlatego, że może sobie na to pozwolić. Jest niesamowicie przebiegły. Az przypomniał mi się komentarz/pytanie jednego z Twoich zagranicznych wielbicieli: "Czy przeczytalas wszystkie te książki, które Diego przywiózł ze sobą z Hiszpanii?" Chyba tak było :-)

De Soto nie przepada za Świętami, więc mieszkańcy Los Angeles nie mogą narzekać na nudę a więc czytelnicy również :-) Jego zdolność do nie opuszczania sobie raz powzietych planów sprawia, iż nawet Ramone mu w tym ustępuje.

Sierżant bardzo serio mnie rozczulił. Wyraźnie widać, iż potrafi już zapanować nad swoim wielkim głodem dla dobra sprawy. Nawet trzeba go namawiać na poczęstunek. :-) Ponieważ aktualnie jestem na etapie odchudzania, jego postawa okazała się dla mnie wielce inspirująca ;-) Dziękuję, że zmieniasz naszego Mendoze Siean :-)

Ale również odważna postawa Padre Beniteza wzbudziła mój podziw i jeszcze większą sympatię dla niego. Żeby wszyscy księża byli tak oddani swojej misji.

Bardzo mnie ciekawi co będzie dalej z Jonsami, ciążą i ogólnie jak się to wszystko dalej potoczy w Los Angeles. Będę czekał na ciąg dalszy z utęsknieniem.
milaszek chapter 38 . 4/16/2016
Jako fan zawsze czekam tak samo mocno na kolejny rozdział. I zawsze warto. Jonsowie zaskoczyli mnie swoją przebiegłością. A pomysł z oskarżeniem ich o rebelie wydaje się ciekaeszy niż w serialu. Millo znów, po długim czasie, usłyszeć o ciąży Victorii bo szczerze mówiąc coraz bardziej nie mogę się doczekać rozwiązania tego wątku. Jesli chodzi o uratowanie więźniów przed karą to Zorro znalazl się w kropce i to mi się podoba. U Ciebie musi stawiać czolo przeróżnym próbom, fizycznym, psychicznym, moralnym, z których sam czytelnik nie znalazłby wyjścia i to mi się bardzo podoba i ciekawi :)
Filigranka chapter 38 . 4/13/2016
Jaka długa część! I tyle się dzieje!

Staruszek, który już sprytnie kombinował z zamkiem, podbił moje serce! Podobnie uwaga padre - że jeśli ktoś nie ufa przysięgom, to znaczy, że sam byłby je gotów łamać, to jest właśnie coś takiego, co powiedziałby doświadczony życiem i ludźmi duchowny. ;) Ładnie to zrobiona klisza. A to przejście - od napięcia, że wszystko się wydało, po ulgę i prawie śmiech, że alcade, owszem, coś wyczuł, ale właśnie całkiem nie to - też jest fajnie zrobione.

Początek,z odniesieniem do klimatu a potem przejściem na poszukiwania Zorra, też jest ładny, taki filmowy.

Ojej, jak tutaj de Soto się waha - i wahają się pewnie opinie na jego temat. Z jednej strony mieszkańcy będą wdzięczni za ten pościg, a zmęczenie i złość na porażkę to rzecz tak ludzka, że aż wzruszająca. Trudno mieć do alcade w takiej chwili pretensje, nawet jeśli potem podejmuje - z punktu widzenia Zorra - błędne (vel utrudniające życie) decyzje. Ale w pueblo się gotuje i problemy z pieniędzmi, jeszcze pogłębione średnio udanym targiem, z pewnością tylko to rozedrganie pogłębią. No i mamy tę grę nerwów między mieszkańcami a de Soto, w efekcie... A biedny alcade chce smak porażki powetować sobie złapaniem Zorra (pewnie uznał, że mu znowu mieszkańcy dają do zrozumienia, dyskretnie, jak powinien prowadzić pueblo - gonić króliczka, ale go broń chaosie nie doganiać).

To, jak Diego i de Soto wokół siebie tańczą i dogryzają/łaszą się/manipulują (zwłaszcza tytulaturą) jest nadal absolutnie przesłodkie i wszystko się we mnie rozpływa, kiedy to czytam.
dizzy fire chapter 38 . 4/12/2016
Uciekająca para staruszków mnie urzekła. :D Na pewno nie spodziewałam się, że señor Jones skrywa takie talenty. Gdyby jego żona nie zasłabła to kto wie, może udało by im się uciec bez pomocy Zorro. Tym bardziej jestem ciekawa, kim są. Mam nadzieję, że jeszcze się tego dowiemy!

Co do pościgu za Paezem i jego wspólnikami, to zwróciło moją uwagę, że mieszkańcy Los Angeles wcale nie są skłonni do malkontenctwa czy przesadnego krytycyzmu wobec władzy (wbrew temu, co lubi powtarzać de Soto). Reakcja "nie udało się, ale dziękujemy za starania" wskazuje raczej, że ludzie są gotowi współpracować, jeśli tylko przedstawiciele władz w jakimkolwiek stopniu dbają o wypełnianie swoich obowiązków. Chciałabym, żeby alcalde dało to do myślenia, ale... powiedzmy może, że mimo niewątpliwej inteligencji, autorefleksja nie jest zazwyczaj jego najmocniejszą stroną. :D

Padre Benitez i jego starannie ubrana w słowa przysięga - urocze. :) Jak zwykle nie mogę się doczekać dalszego ciągu!
milaszek chapter 37 . 3/6/2016
Wiele zostało już ciekawie napisane. Według mnie na tym etapie Diego bardzo trudno byłoby się odnaleźć bez którejś ze stworzonych przez siebie osobowości. To jak w życiu. Ludzie nieśmiali i zakompleksieni sa tacy, gdyż nie mają gdzie się dowartosciowac i wyżyć. Diego pomaga w tym maska A to, że świetnie potrafi się kontrolować ( choć nie zawsze ;) ) dzięki temu pozostaje przy życiu i moze działać. Trzymam kciuki za Figureoe i bardzo współczuję takiego cierpienia. Ciekawi mnie udział De Soto w tym wszystkim. Diego wydaje się wracać na właściwy trop, chociaż tak wcześniej zbladzil. Chociaż podczas czytania Twoich fanfickow czuje się jakby serial trwał nadal, to podoba mi się również, że jest u Ciebie mroczniejszy klimat, a sam Diego bardziej rzeczywisty :) Oby tylko nie było tej rodzinki Mikołaja brr ;) To bylo dziwne ze strony twórców.
Ciekawe co też wyniknie z tego ocieplenia stosunków z De Soto? :)
dizzy fire chapter 37 . 3/6/2016
Fantastycznie pokazujesz, jak Diego wykorzystuje swoją "cywilną" osobowość, żeby wpłynąć na wydarzenia. Zarówno w rozmowie z alcalde w jego gabinecie jak i później, przy oglądaniu pogorzeliska. Ten fragment szczególnie mnie uderzył:

"Może Zorro dałby radę. Może potrafiłby oglądać tego spalonego nieszczęśnika widząc tylko ułamki, detale, jak wtopiona, poczerniała klamra od pasa czy pęknięcia spalonych mięśni, odczytać z tego, co się zdarzyło, kim był zmarły. A może i jemu by się to nie udało."

To bardzo ciekawe, jak głęboko sam Diego rozdziela te dwie części swojej osobowości... być może jest w gruncie rzeczy bardziej podobny do Zorro, niż do nieszkodliwego ekscentryka, jakiego odgrywa na co dzień, ale czasem, jak tutaj, mówi lub myśli o Zorro jako o kimś innym (w tym przypadku - kimś silniejszym / odważniejszym od niego samego!). To daje do myślenia i bardzo wymownie pokazuje, jaki ciężar musi nieść, nawet przy wsparciu ze strony rodziny i przyjaciół.

Poza tym podoba mi się, że de Soto faktycznie interesuje się losem swoich żołnierzy (niestety cywile nadal nic go nie obchodzą :)). Jego troska o Figuarroę jest tak wyraźna, że po poprzednim rozdziale podejrzewałam wręcz, że wywołało ją nieczyste sumienie, jednak jego szok po odkryciu, że drewno było bezużyteczne wydaje się szczery. Więc raczej nie maczał w tym palców? Chociaż z drugiej strony, z tym alcalde nigdy nic nie wiadomo. :)

A aresztowany staruszek nazywa się Jones - haha, czyli to faktycznie odpowiednik Świętego Mikołaja z serialu! :D Z jakiegoś powodu ten szczegół nadal mnie zachwyca.
Filigranka chapter 37 . 3/6/2016
Oooo, jacy panowie są słodcy, kiedy akurat sobie nie dogryzają. Znaczy, kiedy de Soto uświadamia sobie, że jednak Diego ma pewne zalety. Wiedzę. Umiejętności. Że ma za co być mu wdzięcznym (ech, jeszcze parę odcinków, jak całkiem złagodnieje, i gdyby się wówczas nagle dowiedział - jakie słodkie byłoby to poczucie zdrady).

Bardzo się mi podoba, że Diego - Zorro - zwątpił w siebie, że pojął swą małość (to zawsze się przyda człowiekowi), ale ponieważ sytuacja nagliła, to wziął się w garść i działał. Tym razem jako Diego - ciekawe, czy to nie wynikało, poza okolicznościami, też z tego zwątpienia w siebie, potrzeby czasu do namysłu i powrotu do pewności (a w międzyczasie można uzyskać drugą opinię - ojca, alcade - wysłać kogoś innego). I to, że jako Diego musiał sobie pozwolić na słabość - w ogóle to "odgrywanie Diega" jest ciekawe, maska ma masce - musiał, czyli mógł. I mam wrażenie, że narracja nam tutaj jednak pokazuje jego ulgę, że może. I tak się teraz zastanawiam, czy gdyby nie te chwile wymuszonej słabości, miękkości Zorro dałby w ogóle radę. Czy nie potrzebuje też - sam dla siebie, nie ze względu na alcade, pueblo itd. - "roli" Diega, żeby w ogóle wytrzymać.

Bardzo ciekawy rozdział, bardzo, widzisz, ciekawe mi refleksje podrzuciłaś - a przy tym, jak to zwykle, akcja się toczy wartko i logicznie.
milaszek chapter 36 . 2/16/2016
Ach! Jak miło przeczytać kolejny rozdział.
Zorro rzadko przeprowadza przesłuchania z taką wściekłością i zawziętością, a to wszystko pomyłka. Jakże cudowna pomyłka dla czytelnika :) Wreszcie nasz bohater przestał być nieomylny i wszystko wiedzący ;) Gdyby Victoria była w gospodzie, być może nie popełniłby takiego błędu. To pokazuje jak sprzymierzeńcy są mu potrzebnie w pełnieniu jego misji.
Z drugiej strony fajnie, że wrócił temat ciąży. To dziecko już przeszło wiele, a jeszcze się nie narodziło ;)
A nasz Alcalde? Jest naprawdę gotowy na wszystko.
114 | Page 1 2 3 4 .. Last Next »