| Reviews for Panowie, szanujmy wspomnienia |
|---|
Bazylia de Grean chapter 27 . 7/3/2015 Dałaś mi nadzieję, że może potwór Emhyra zeżre :D I mniejsza o logikę, ja sobie teraz będę wyobrażać, że zeżarł Emhyra, zeżarł Radowida, a potem klątwa cudownie przestała działać i wszyscy (no, prawie) żyli długo (albo krócej) i szczęśliwie (albo mniej). Głosuję za takim zakończeniem, w każdym razie. W ogóle (w o'ghule) to jest cudowne i wspaniałe, i postaram się napisać bardziej składny komentarz jak tylko przestanę się śmiać (co chwilę potrwa). A posłaniec u Radowida swoim tekstem ukradł fika. |
Bazylia de Grean chapter 20 . 6/19/2015 Świat nienawidzi Zygfryda, z jakiegoś powodu :) albo też uwielbia się nad nim pastwić, jak zwał tak zwał. Fanfik uroczy, no i przecież biorąc pod uwagę uniwersum to fluff właściwie. Wizja sekcji zwłok będącej rozrywką dla ludności, włącznie z kolejkami po popcorn, tfu, to znaczy po jedzenie, zabija śmiechem, w typowo wiedźmińskim stylu. W ogóle humor piękny. Oburzenie, że co to za porządki, że Wielki Mistrz grymasi. Każdy rodzaj apetytu (w tym miejscu aż kwiknę sobie z radości) - chociaż chyba Zygfryd aż tak mało pojętny nie był, w grze wyglądało na to, że załapał o co Shani chodziło ze śpiewaniem pieśni zakonnych ;) Dalej: stado nekkerów. Spojrzenie głodnej kobiety. A akapit o upadku obyczajów wśród młodzieży i szacunku dla nauki to w ogóle perełka nawet na tle pozostałych perełek. I ładny był ten fragmencik o pogrzebie Rayli. W ogóle to zacny fik jest, ale czego innego się po Tobie spodziewać :) |
Lady Schizoid chapter 22 . 4/13/2015 Pasiaste przychodzi licho! Enty raz to czytam, i dalej cudne. A to pasiaste licho najbardziej. |
Wiatrzyca chapter 19 . 2/3/2015 Pierdykłam. Na dzień dobry przy " oczko w dzieciństwie chłopakowi zżarł nowtwór ". Poand to impliakcje bardzo smaczne. Cudne wręcz i trafne. Nie "za takie Polskie walczyli..." ;) |
Lucrecia LeVrai chapter 13 . 12/28/2014 (Tego komentarza tu nie ma. Ja tylko szybciutko w kwestii części trzynastej, tej jedynej, która doczekała się "tytułu" w spisie rozdziałów, że wcale nie redundantna i wcale nie głupotka, bo choć jakaś zbieżność z "Grą" występuje i koncept podobny, to jednak, jako rzekłaś, rzecz została osadzona w szerszym kontekście i nie sprawia wrażenia autoplagiatu, nawet pod względem fabularnym. Przy czym sam koncept nadal bardzo mi się podoba, postać dziecka nieświadomie wydającego najbliższych - z sobą włącznie - na śmierć męczy mnie psychicznie, podobnie jak konieczność taplania się w ogólnym syfie i okrucieństwie świata przedstawionego, i niemożność sympatyzowania z kimkolwiek poza dzieckiem właśnie. Za to wszystko wręczam wirtualnego lajka i znikam ;)). |
Arianka chapter 17 . 12/28/2014 A pewnie, że się fluff wylał, czy może zsypał z górą złota jak ten Iorweth i Saskia. Ale to przeurocze było, od ups, nieskalkulowanej przemiany, do wydłubywania paprocha z oka. Akurat na cieplutki wieczór. |
Arianka chapter 13 . 12/13/2014 O, drobiazg na śniadanie akurat mi się trafił :) Łatka nie wnikałam do czego, bo sama się ładnie zamyka i tła nie potrzebuje. Motyw z dzieckiem mi się głównie podobał. To, że maluch wierzył, że to duch brata przychodził - i przypadkowo wygadał dokładnie to, czego Ves od niego chciała. Tylko kiepsko trochę skończył. Zaskakujące trochę, że Roche nie chciał się z elfką zabawić - czyżby zrobiło na nim wrażenie jej zachowanie? Za to papę sobie wymaglował i co chciał, to dostał. Się ogonki pogubiły "znaczy, by oddali trefne, przeklętego dziecko" - przeklęte „Powinienem się jeszcze pożegnać z pani Ullą” - panią PS. OOOOCH, działa ąąą w komentarzach! |
Siean Riley chapter 11 . 11/16/2014 Odnośnie ostatniej uwagi - twórcy w tę stronę nie poszli, bo scenariusz pisali panowie. A panom czasem trudno pamiętać, że panie miewaj swoje sposoby na walkę i rzadko się zdarza, by o nich wspominali czy czynili je istotnymi dla fabuły. A jak było w "Zaklętym mieczu": "Ofiaruj im swoje pocałunki, szybkie jak sztylet, słodkie jak trucizna". Intrygą, trucizną...i panie przegranej strony skutecznie wyeliminowały garnizon zwycięzców. Tak, że faktycznie Roche mógł stracić sporo ze swego oddziału, jeśli Garwenie na odcisk nadepnął. Laredo zresztą też powinien uważać - może wobec niego panienki były ostrożniejsze, ale też, gdyby przeholował, znalazłby się w kłopotach. Poważnych kłopotach. A w tekście zachwyciły mnie urocze kwiatki w rodzaju "wczorajszego" wiedźmina, jako broni pozwalającej wygrać z całym garnizonem, czy kwestii podania hasła. Bardzo to roztropne, by poprawne hasło było jednocześnie sygnałem, że coś jest bardzo, ale to bardzo nie w porządku. Choć zastanawia mnie, czy po jakimś czasie nikt nie zwrócił uwagi na to, że najwięksi moraliści we Flotsam, ci co najbardziej lubią dziwce czy nieludziowi przyłożyć, jakoś tak dziwnie często nie wracają z lasu? |
Siean Riley chapter 10 . 11/15/2014 Uwielbiam ten tekścik! Za panów na urlopie, wczasujących się na jarmarku, za ich spotkanie i za dyskusję o uprzedmiotowieniu, rewindykacji i dekonstrukcji. Za iluzje, jakimi karmią się szlachcianki (żywo przypominające co poniektóre fanfikowe i niefanfikowe schematy, więc radość jest podwójna) i zainteresowania gminu. Za to unisono, gdy się obaj nasi bohaterowie dowiadują, że mają wspólne podobizny. I za ten marsz ku źródełku zapomnienia o tym, że stali się bohaterami powszechnej wyobraźni. Dość specyficznej, ale jak widać, bardzo popularnej. Po prostu cud, miód i orzeszki; nic tylko czytać (albo i pooglądać). A przyznam się też, że rozmowy panów, już "pod wpływem", byłabym ciekawa. I jeszcze jedno, tak poważniej - jakoś mi ten tekst pasuje do późniejszej relacji Roche - Iorweth, tej w kołysankach. |
Siean Riley chapter 9 . 11/15/2014 No tak, cesarz jest oszczędny. Skoro już Letho się sprawdził, to czemu nie wynagrodzić go w stosowny sposób. Na dłuższą metę, to się nawet bardzo opłaci - mieć własnych, właściwie ukształtowanych wiedźminów. A na razie niech królobójca bajki dzieciom opowiada, te jedyne właściwe. Trzeba przyznać, że ma do tego talent, potrafi się do własnych doświadczeń odwołać. |
Wiatrzyca chapter 10 . 10/13/2014 Kwiczałam porostu. Młodego kwikiem obudziłam, psa i kota nawet ;) Tyś mi te komediowe konfiguracje w myślach wyczytała. Opium dla ludu cholera ;) zeszło na pniu. Ja się im nie dziwie, że zalać robaka poszli. Nic a nic. |
Haszyszymora chapter 9 . 9/27/2014 Nilfgaard czy Nilfgaardu? Wot, zagwozdka. Patrzac na dopiski, zaczynam się zastanawiac, czy tytułowe wspomnienia sa Twoje, czy też bohaterów. W każdym razie: grazie! Letho absolutnie zasłużył sobie na happy end, szkołę i drewniany pulpit. Rzekłam. Na miseczkę z mlekiem też, zaprawdę słodka wizualizacja, gość ma talent do alegoryzowania i opowiadania w ogóle. Śliczna bajka, śliczna. Zgodna z kanonem (a ta stara krowa, to Henselt? Vilgefortz? Inny random?), ezopowo-krasicka, pal już diabli, że propagandowa. Przynajmniej z przekonaniem się te propagandę wygłasza. Mali wiedźmini, widzę, sa niezależnie od szerokości geograficznej madrymi dziećmi. To dobrze, odżyje profesja. :) PS: IIIIIIII! |
Siean Riley chapter 8 . 9/8/2014 Jedyny znany Roche'owi drań, który woli być męczennikiem niż tryumfatorem. Cóż, jakby się Vernon zastanowił, to by chyba podzielił ten punkt widzenia - w końcu męczennikiem zostaje się po śmierci i co z legendą poległego/zamęczonego zrobią jego następcy/naśladowcy, nie jest już jego zmartwieniem. Zwłaszcza jeśli zadbał wcześniej, by być naprawdę ikonicznym przykładem. A bycie bohaterem oznacza konieczność sprostania własnej legendzie, czy to na polu bitwy, czy w dworskich kuluarach, czy też... w łożnicy damy. I nie mogą tu przeszkodzić wybite zęby, artretyczne czy powykręcane stawy, nocne koszmary i przywidzenia. Ale cóż mogą na to poradzić - zwyciężyli i muszą ponieść tego konsekwencje. A do tego Iorweth słusznie zauważył - tłum bywa niebezpieczny. Przy odrobinie pecha równie radośnie będą oklaskiwać ich drogę na szafot - oczywiście po odpowiednio nagłośnionym procesie. No i doskonały żart, co uspokaja Iorwetha - świadomość, że ludzie się nie zmienili. I nawet w chwili triumfu nie widzą w nim osoby. |
Siean Riley chapter 7 . 9/8/2014 A to było piękne. Niezależnie od sposobu, w jaki Roche spławił namolną panienkę, to ten tekst jest świetną odpowiedzią na te wszystkie ff-y, gdzie ze złych chłopców robi się fluffiate misie-patysie, marzące w duszy o poezji, kwiatkach i motylkach. Nie ma to jak odpowiedź prawdziwego drania. |
Siean Riley chapter 6 . 9/8/2014 O, a tym razem szczęśliwe zakończenie dla Iorwetha. Bo czy nie jest szczęśliwym taki koniec? W bitwie, i to zwycięskiej? A że mu się o Aelirenn zdarzyło wspomnieć przy konaniu? Cóż, mistrz Jaskier będzie miał ułatwione zadanie - w końcu może to Saskia będzie nową, zwycięską Aelirenn? A że Saskia każe Jaskrowi i o miłości napisać? Cóż, wymogi historii i propagandy. Można z "Merde!" zrobić wzniosłe słowa o gwardii (Ale się ucieszyłam widząc ten cytat!), to i można jej miłość przypisać. W końcu to dla dobra kraju. Kto jak kto, ale wszyscy zainteresowani - Saskia, jaskier i sam Iorweth z takim podejściem się zgadzają. |