Reviews for Kołysanki śpiewać będziemy grobom
nelly.pietruszewska chapter 1 . 8/2/2016
Żeby nie zadręczać długo i nudno, a jednak dać o sobie znać... Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności w ciągu tego roku zabieram się za to opowiadanie po raz czwarty. Czwarty, znaczy że trzy razy już zdążyłam przeczytać! Coś takiego w nim jest, że wracam co jakiś czas, czytam rozdzialik, albo dwa w ramach odprężenia, jak to zwykłam robić z kilkoma książkami, które znam na pamięć prawie...
Więc za całokształt tego tworu: babeczka czekoladowa z waniliowym kremem i jakimsiś dobrym owocem na górze! Miło było czytać!
Wiatrzyca chapter 41 . 2/3/2015
Cholera, jak mi tego brakowało :))
Matka i syn... Reltywnie tak bardzo. O tym samym mówią niemal, a tak odmiennie. Inny cieżar emocjonalny. I nawet cieżko to na karb konfliktu pokoleń zrzucić, bo taki elfik prędzęj zdechnie niz z idealizmu wyrośnie. Eh...
Roche. Na dzień dobry taka wtopa ;) W sumie, to mam wrażenie, że on i elfka podobni w pewien sposób do siebie. Nie daleko pada jabłuszko od jabłonki, po mimo zdzawało by się konfliktuó ideologicznych ;) Pewnie dlatego znów mi efekt lustereczka majaczy w tle ;)
I czuję, wojnę w powietrzu. Na autorytety, o Veskę.
Haszyszymora chapter 38 . 12/2/2014
Melduję, że jako jurne Dh'oine umarłam ze śmiechu przy elfich zwyczajach godowych. Dobra robota, Scoia'tael, jednego Dh'oine mniej!

Rozdział należy, generalnie, do trzeźwych kobiet. Różnego wieku i rasy, ale jednako trzeźwych i mężczyzn dobrze czytających. Podobają mi się wszystkie - i ta bez-przesady-zakochana Tourviel, i łaskawa Veroneczka, i Adda, która widzi, jak oboje maskują emocje.
Nie, żebym nie doceniała panów. Yaevinna z lekkim politowaniem (tak, tak, pomoc od Iorwetha gulą w gardle), Vattiera z pełną sympatią (rozczulający z niego ojciec; znać, że nie ma wiele czasu dla swoich dzieci), Talara za fachowy kunszt, generała za jego mały bo mały, ale całokształt (uwaga o różowym świcie odnotowana, w ogóle śliczne widoki w tym rozdziale, jarmark też gra, jak powinien).
Rozmowa Radka z Addą - ano, ano, polityka to emocje, jak się je dobrze sprzeda, to ja i Twój kink kupię. Dobrze działa, znaczy. Jak dyskusja królów u Sapkowskiego.

Ale generalnie rozdział należy do jarmarku. I do Veroneczki, co przyznaję z ciężkim zdumieniem, no ale. Artystyczne predylekcje widzę u małej. Muzykę słyszy w karuzeli, papomatki rysuje, bystra z młodej obserwatorka (chociaż obserwacje językowe są już chyba zbyt polonistyczne jak na dzieciaka, nawet zwykły dorosły zjadacz chleba ma nieraz problem z określeniem, co mu dziwnie brzmi w cudzej wymowie).
Siean Riley chapter 34 . 11/16/2014
Po przeczytaniu tego rozdziału miałam tylko jedno pytanie - czy Sh'aenid przeżyje? Czy przypłaci własnym życiem te ocalone życia ludzi: pograniczników, ich rodzin, ich sąsiadów - tych wszystkich, których dotknęłaby zemsta Iorwetha? I tych mieszkających dalej od granicy, ludzi i nieludzi, po obu stronach granicy, w Rzeczpospolitej i Kaedwen, których by objęła wynikła z tego incydentu wojna? Przednówek, wiosna za pasem, czas, by walki się zaczęły, a aresztowanie matki hetmana to przecież idealny pretekst. Tak samo, jak jego zemsta.
Niezależnie od tego... An'givare? Tak brzmi to słowo? Zdrajca? Jakoś po lekturze tego rozdziału potrafię zrozumieć tych Scoia'tael, którzy tropili takich, jak Rionnc'h. Bo jakos wydaje mi się, że tu Sh'aenid miała rację - byli inni, którzy przeżyli, jedni, których złamano i drudzy, którzy wytrwali, przetrzymali. Ale oni nie zwracali się przeciwko własnej rasie, nie polowali na krewniaków, pobratymców tak, jak on. To, jak się zachowuje, co robi, jak ocenia zielarkę, czyni jego decyzję, jego upadek, wyjątkowo obrzydliwym.
W ogóle zaś, to świetna wolta. Wpierw lęk Ves, gdy widzi Ciarana, to przeczucie, że zostanie rozpoznana jako jedna z Pasów, poczucie, że zaraz jej ucieczka skończy się dramatem - i nagle rozpoznanie Sh'aenid, jej aresztowanie. Fragment, gdy Ves idzie przez most, na stronę Rzeczypospolitej, jest obrazowy, wręcz filmowy w tym, co ona widzi, co czuje i co przez nią widzi czytelnik.
Siean Riley chapter 33 . 11/15/2014
Lubię te wstawki na początku rozdziału. Tak jak u Sapkowskiego zmieniają całą perspektywę. Tutaj... mamy sugestię, bardzo nieprzyjemną sugestię tego, jak wyglądało odejście elfów. I z ludzkiego punktu widzenia jest to bardzo prawdopodobny scenariusz - wojownicy mogli nie chcieć opuścić ziemi, o którą walczyli. Scoia'tael, raz już zdradzeni, mogli nie zaufać starszyźnie, choćby oznaczało to dla nich pozostanie w świecie, który ich znienawidził. Może z powodu tamtej zdrady, może z powodu lojalności wobec towarzyszy broni - bo przecież oddziały Wiewiórek były nieludzkie, ale nie czysto elfie - w ich szeregach walczyli choćby krasnoludowie. I ta ich decyzja, w oczach człowieka jest zrozumiała, ludzka - więc to też aspekt, w jakim oddalili się od swoich krewniaków z Gór Sinych czy Dol Blathanna.
A jednocześnie, gdy czytam ten fragment, zastanawia mnie, jak bardzo ludzki w swoim zachowaniu jest Fenriror. Nie tylko w tym, że próbuje nawiązać kontakt z Iorwethem, że się o niego martwi, troszczy, ostrzega przed tym, co spotkało ocalałych powstańców Aelirenn, próbuje okazać uczucie. Nie, chodzi mi o samo jego zachowanie jako Starszego, to, jak nagina świat dla swej wygody. Iorweth słusznie wytyka mu (choć nie czyni tego głośno), że to tylko dm i lustra, popis, sztuczka. Ale dla mnie, po dyskusjach toczonych na tolkienowskich forach, po rozmowach o harmonii, w jakiej elfowie żyli z otoczeniem, zachowanie Fenrirora jest dogłębnie ludzkie - jak człowiek siłą przekształca świat dookoła dla swojej wygody. Zupełnie jak człowiek.
Haszyszymora chapter 37 . 11/15/2014
Roche z broda i bez chaperonu. Herezja.

Sama nie wiem. Może to moja ostatnia ciężka dekoncentracja, może po prostu rzecz gustu (wiadomo, że każdemu nie dogodzisz), ale - nudziłam się trochę pryz tym rozdziale. Nijak nie czuję tego pożądania, zbyt mechanicznie jest rzecz opisana. Fakt, trochę wymóg postaci - Roche jest specjalista, rozgryza gierki itd. - ale i tak: deklaruje się jakieś podniecenie pod spodem, Roche kończy z ręka w spodniach, a ja tego w ogóle nie czuję. Nie wiem. Coś mnie uwiera w opisach, w tych dekoltach, optycznych trikach, wystudiowanych pozach itd. Za zimne, zbyt wystudiowane.

I mnie to wrażenie, kurczę, dręczyło przez cały rozdział. W gierkach damsko-męskich jeszcze zrozumiałe, w scenie walki wybitnie niepożądane. Kiedyś skarżyłaś mi się na skłonność do robienia spisu czynności i diabelnie mi przykro, ale tym razem muszę potwierdzić.

A może zwyczajnie męczą mnie klimaty w stylu Raymonda Chandlera. O właśnie, takie to jest w zarysach ogólnych - chandlerowska historyjka o twardym glinie i femme fatale. Tylko zimniejsza.

Muszę jednak przyznać, że tekst o uwodzeniu dekoltem i oba o matce (drogie suknie i syn, który inaczej załatwia interesy) były takie... ja wiem? Marlowowe? Miały właśnie ten wdzięk z powieści noir. ;)
Siean Riley chapter 32 . 11/15/2014
Iorweth i Anais - jak pięknie! Zabawa w uwięzioną księżniczkę, w tragiczny finał historii, niczym z ballad Jaskra - a w podtekście strach elfa, co mała królowa może wymyślić o losie dziewczyny. Zrozumiały strach, gdy widzi, jak bardzo Anais nie wierzy w szczęśliwe zakończenia. A potem to jej pytanie o bycie dzielnym. Trudno, bardzo trudno na nie właściwie odpowiedzieć i Iorweth nie miał na to szansy. Może, gdyby to nie dotyczyło jego wspomnień. Ale gdyby nie dotyczyło jego, gdyby go tam nie było, Anais by go nie zapytała. I może dobrze się stało, że odpowiedział tak, jak odpowiedział: brutalnie, gniewnie, ale prawdziwie. Może królowej była potrzebna ta jeszcze jedna lekcja. Może usłyszała ją we właściwym czasie.
Talar ma rację Roche się przywiązuje. Do Geralta kiedyś, a teraz do Iorwetha, Yeylii czy reszty Scoia'tael. Czy oznacza to, że popełni błędy? Trudno powiedzieć, czy popełnił przy Geralcie, skoro koniec końców znalazł schronienie dla małej królowej. Ale teraz? Gdy poszuka tego elfiego prowokatora? Bo, niezależnie od tego, co mówi Talarowi, co szefowi szpiegów nie pasuje w całej tej historii, to Roche chce go dopaść tylko za wciągnięcie Iorwetha do partyzantki. A dokładniej - za te swoje nerwy, gdy się przypadkiem przed hetmanem zdradził, że zna imię jego pierwszego dowódce. Za swój strach i zmartwienie.
A na koniec - cesarz i Cirilla. Ta fałszywa Cirilla, porwane z obozu uchodźców dziecko - Emhyr ma rację, stała się królową. Czy jest inna, niż byłaby prawdziwa Ciri? Raczej tak. Czy jest lepsza w tej roli? Chyba tak. Mała wiedźminka chyba nigdy nie zdobyłaby się na taką logikę i chłód.
A ta mała uwaga o broni budzi niepokój. Co się szykuje?
Siean Riley chapter 31 . 11/12/2014
Lubię Iorwetha z Anais, to jej pomieszanie bycia królową z byciem dzieckiem i jego niepewność wobec "małego Dh'oine". A tu cudowne jest to "boimy się wspólnie" i to przekonywanie samego siebie, że łyżwy na lodzie świszczą tak samo, jak strzały. Zaś królowa przeurocza jest w scenie rozstania z Vernonem. Zaś Iorweth chyba zrewanżował się za tamten dobry uczynek czy raczej troskę, dając radę, nakłaniając do decyzji. Roche faktycznie lepiej będzie się czuł poza Vergen, bardziej się tam przyda.
Sam Vernon, jego relacja z Yeylią... To jest chore. Fascynujące, ale chore. A może przeciwnie - zdrowe, bo daje obojgu coś, czego potrzebują, coś poza fizycznym bólem i fizycznym zaspokojeniem.
I na koniec Sh'aenid. Mała scenka, a jaka znacząca - ile przepowiedni, prawdziwych czy fałszywych, widziała w swoim życiu? Ile ich konsekwencji?
Wiatrzyca chapter 36 . 11/11/2014
Pięknie.
Watek lekarki, Iorwetha i Ves jak by zatoczył koło ;) W sumie niewiele się synuś od mamusi różni choć ideały dość sprzeczne, a nieznajomość prawdziwej historii maminego żywota musiał zaboleć.
Rozmowa Veski z młodym elfikiem i Ciaranem - bezcenna. Emocje Ves w całokształcie, też. Szkoda wielka, że Roche nie doczekał ;) Sam sukinkot już politykę robi. Pięknie robi. Patriota w końcu, chociaż chuj ;)
Siean Riley chapter 30 . 11/9/2014
Tak, "żaden dobry uczynek nie pozostanie bez kary". Święte słowa. Roche chciał być uprzejmy i co? Niemal wpakował w kłopoty całe Vergen, a wraz z nim i swoją królową. Dopiero by się działo, gdy coś się przytrafiło hetmanowi. Że ze stresu i z własnej ręki - w to by nikt nie uwierzył. Nie,kiedy Roche z Niebieskich Pasów przesiadywał u niego godzinami. No, ale udało się jakoś sytuację załagodzić, choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tylko na chwilę i że jeszcze coś w tej sprawie wypłynie - choćby w związku z tą nieścisłością, którą Vernon dostrzegł.
A sama scenka zaskakująco pełna uczuć, w tym vernonowego przekonania o własnej bezużyteczności. Ale widać, że się do Iorwetha przywiązał - może mówić o nim Wiewiórka, może określać go jako "stworzenie", ale boi się, martwi - już prawie tak, jak o któregoś ze swoich Pasów. No i ta obietnica na koniec, że nie będzie przesłuchiwał.
A ze scen lżejszych, to i toast za Aelirenn - wojowniczka, jak sądzi Roche. Coż, nie wie tego, co wie Ves, co jej opowiadała Sh'aenid. Aż się nasuwa myśl, czy za stulecie Iorweth, Isengrim czy inne Wiewiórki nie będą wojennymi bohaterami, nie terrorystami.
No i druga, uroczo lekka scena - kwestie gramatyczne i lingwistyczne. Po prostu cudne! "Słynne, gładkie 'Ł", jakże by inaczej!
Siean Riley chapter 29 . 10/31/2014
Ach, polityka, polityka... Pionki na planszy, toczące się kości, karty i atuty trzymane w dłoni, skrywane przezornie czy wręcz przeciwnie - zagrywane. Blefowanie, planowanie... Jedna decyzja może być atutem dla przeciwników, każdy dostrzeże w niej co innego, zaplanuje, przygotuje... Znów karty rozdane, zobaczymy, jak potoczy się gra.
A tymczasem Ves... Można powiedzieć, że uczłowieczyła swoich towarzyszy podróży, bo choć to elfowie, niziołki czy krasnoludy, to ona widzi już w nich ludzi. Strasznie antropocentryczny punkt widzenia, Iorweth pewnie by miał sporo do powiedzenia o rasowej dumie Dhoi'ne, ale inaczej tego nie da się określić. W miejsce nieludzi dla Ves są ludzie i teraz rozumie już ich dumę, ich cierpienie. I ma poczucie winy.
Mądra, mądra Sh'aenid - umie jej pomóc, umie ją przeprowadzić przez te wszystkie zawiłości, jeszcze z czasów komanda, o Pasach nie mówiąc.
Haszyszymora chapter 35 . 10/31/2014
Co tu gadać. Wiesz, że Twoja Ves uwielbiam, że stosunek do Roche'a w jego ambiwalencji jest uroczy i wiarygodny, że ocena Pasów trafna (choć ja drani lubię, nie neguję, że Ves trafiła do nich i przywiązała się na mocno niezdrowych zasadach; porównanie do znakowanej sfory też ładne), że zabobony o imionach to ładny dopełniający świat akcent, że Iorweth powołujący się na bycie synem akuszerki jest przezabawny i że Scoia'tael z ich rasistowskimi gadkami Ci wychodzą...

Well. Dodam tylko, że szalenie bawi mnie łańcuszek Iorweth-Feniror-Avallac'h, oparty na "Ten to dopiero rasista!"

A w ogóle to się cieszę, że mimo odruchowego przestrachu i napięcia u Ves wszystko dobrze. Miło tu i cieplutko.
Siean Riley chapter 28 . 10/25/2014
O, więc jednak ojciec Kristof przeżył. I tak, u Lydii będzie mu dobrze - dobry człowiek, w dobrym miejscu, gdzie się może okazać przydany. Choć ciężko myśleć o tym, że Ciaran miał rację - gdyby Roche wcześniej zaczął prosić, oszczędzono by kapłanowi przesłuchania.
Związek z Yeylią się rozwija, jak widać, namiętności rosną, tworzy się więź. Dziwna, specyficzna, ale więź. A Iorweth i Saskia - to dopiero dziwna więź. Jego zakochanie, jakby wbrew sobie, wbrew temu, co odczuwa i jak reaguje. I to, jak się oboje starają.
A skoro już o Iorwecie mowa, to scena jego rozmowy z Anais jest wprost magiczna, tak, jak magiczne są te wyczarowane światełka. Niby ognisko, niby jaskinia - i jakoś łatwiej jest znieść nocne godziny i jemu, i małej królowej. Cudne to i ciepłe.
Wiatrzyca chapter 33 . 10/13/2014
Mnie również Talarem kupiłaś na amen ;)
Obie części w kwestii emocjonalnej moich ulubionych adwersarzy cudnie się uzupełniają. I chciała bym zobaczyć, czy jednemu lub drugiemu w zależności od okoliczności powieka by nie drgnęła, gdy by podniósł łapkę w geście ostatecznym, kończąc "wrogi" żywot.
I podobał mi się prolog w ostatnim, życiowy taki bardzo. Hehehe ;)
Haszyszymora chapter 32 . 10/8/2014
Czekaj, zaraza. Jakie "czekaj", jak ja o niczym nie wiem i znajduję ten rozdział niechcący?

Talar. Talar, Talar, Talar, jego gadka kradnie cały show, tekst "Nie ma, kurwa, granic" oddziały specjalne powinny sobie tatuować, podsumowanie charakteru Roche'a, uzasadnione obawy i język - cudo! Zwłaszcza język. Podziwiam, niewiasto, jak Ty zręcznie piszesz Talarem. Żartu z mieszkaniem się jakoś spodziewałam i tak, jest zabawy w użyciu.

Przy Emhyrze-takim-nieszczęśliwym, gdy utyskiwał na małe grzeszki, też spodziewałam się jednego z żartów. Tego o bękartach. Ech, trochę rozczarowanam.

Abominację La Valette tradycyjnie już pomijam. Ale gadka Iorwetha o szkole przeczytana, brutalność i samoświadomość watażki doceniona, naprawdę wolę go w trybie podłego, szyderczego Wiewióra niż dobrego wujcia. Wypominanie Enid wiecznie żywe!
73 | Page 1 2 3 4 .. Last Next »