Reviews for Kramik: X-men
Lilith chapter 1 . 6/17/2014
Podoba mi się sposób, w jaki zaznaczyłaś, jaki Xavier jest niebezpieczny - że tak naprawdę jak już wejdzie do twojego umysłu, to możesz tylko mieć nadzieję, że będzie postępował zgodnie z zasadami. Bo jeśli nie, to jesteś całkowicie bezbronny w rękach człowieka, który może zrobić z toba wszystko i jeszcze będziesz przekonany, że sam tego chcesz... Kiedy się na to popatrzy w ten sposób, to trudno się dziwić, że ludzkość nie była zachwycona. Mogłabyś po prostu napisać uroczy fluff o tym, jak Charles pomaga Erikowi. Ale wyciagnęłaś znacznie więcej, takimi małymi słówkami - nie tylko manipulacja - które sprawiaja, że widać cały czas napięcie, próbę sił między tymi dwoma. Bardzo dobra miniaturka :)
amazing-psyche chapter 1 . 2/2/2014
Dawno nic twojego nie komentowałam (co nie oznacza, że nie czytałam), ale widząc „mój fandom” , wiedziałam, że jakoś słownie wyrażę swoją refleksję. Niestety, chociaż ogólnie lubię twoje teksty, to ten w ogóle nie przypadł mi do gustu.
Moim głównym zarzutem będzie kanoniczność. To nie jest raczej Xavier i to na pewno nie jest Magneto. Magneto nie jest burkliwy, nie jest w ten sposób zamknięty w sobie – jak już to bardziej z niego taki choleryk, któremu daleko do „łaskawej zgody” na coś, na co nie ma ochoty. Magneto nigdy nie robi niczego wbrew sobie. Ustępować to mu zawsze mógł co najwyżej Xavier (zawsze ku większemu dobru ; ) ) – w drugą stronę to raczej nie działało w tej relacji.
Xavier na początku przedstawiał mi się jako „dobry tatuś” w tym fiku – dopiero komentarz Siean Riley uświadomił mi, że można rzeczywiście dostrzec tutaj dwojaką naturą Charlesa. Jednak gdyby nie jej stwierdzenie, to w życiu nie domyśliłabym się, że chcesz uchwycić tę makiawelistyczną naturę Xaviera, którą niewątpliwie także ma – bardziej w komiksach niż w jakimkolwiek filmie. Bez tego kontekstu to dla mnie to on tutaj gra rolę jakiegoś dobrego wujka albo ewentualnie zalecającego się dziwacznie kochanka. Nie wiem, co jest gorsze.
Dla mnie interakcja tych dwóch – niekanonicznych – panów też jest do bólu sztuczna. Niby Xavier przychodzi i wspomina coś o zimnie, o rozwiniętych mocach – Erik nie wiedziałby, że jego przyjaciel rozwinął umiejętności? Same słownictwo jest dla mnie sztuczne: „wmontować wrażenie ciepła” bardzo rzuciło mi się w oczy. Nie prościej byłoby po prostu "sprawić, żebyś poczuł ciepło"? Oni są inteligentni, ale nie muszą rozmawiać w tak groteskowy sposób. Poza tym brakuje mi tutaj stanowczości, męskości - oni zawsze rozmawiali ze sobą stanowczo, nie jak dwójka nieśmiałych chłopców.
Jedno zdanie jako wstęp – „a rozmawiali sobie kiedyś o tym” – też nie jest dla mnie tutaj wystarczającym zarysowaniem tej sytuacji – trochę dziwacznej, trochę nienaturalnej. Dla mnie ci bohaterowie w ogóle nie są psychologicznie wiarygodni, nawet biorąc pod uwagę, że to Xavier i Magneto, więc ludzie arcyspecyficzni. Może gdyby tekst był dłuższy, to wtedy jakoś wyjaśniałby w ogóle możliwość zajścia takiej scenki. A czytając to opowiadanie, trochę czuję się, jakbym widziała romans zupełnie niezwiązanych ze sobą bohaterów, którzy nagle znaleźli się w łóżku. Ale o erotyce później.
Napisałaś o niezdrowej relacji i to też miałam nadzieję, że zobaczę. Może ta toksyczność wisi w tym co „niewypowiedziane”, może trochę jej jest, ale zdecydowanie za mało. Nie odczuwam napięcia.
Natomiast partie narracyjna są zdecydowanie lepsze – no ale styl masz ładny ogólnie, więc nie ma w tym nic dziwnego.
Poza tym mimo twojej zapowiedzi (chyba jednak ironicznej!) to cała scena wygląda jak scena kochanków – „nie chcę, żebyś znowu przeze mnie cierpiał” – och, to przecież jest żywcem wyciągnięte z jakiegoś romansidła ; ). No i końcówka, której nawet erotyzmu nie będę obnażać, bo dwuznaczność jest ewidentna. Nawet ciepło i zimno – jedna z najbardziej ogranych konwencji erotycznych - kojarzy się jednoznacznie.
Jak wiesz, nie lubię slashy – nieuzasadnionych slashy; nie lubię slashy w fandomach, gdzie wcześniej mamy do czynienia z relacją głęboką, interesującą, ale pozbawioną wszelakiego erotyzmu. I taką relację będą dla mnie zawsze tworzyli Charles i Erik. Co nie oznacza, że nikt mnie do tego nie mógłby przekonać. Bardzo dobry tekst obroniłby się zapewne sam.
To opowiadanie nie jest jeszcze slashem; nie jest jakimś też znowu erotykiem – jak już to aluzyjnie, a to u Ciebie akurat bardzo lubię. Jednak to, co podobało mi się w przypadku Charliego i Narcyzy, tutaj stało się niestrawne. Bo pewnie, w relacji Xaviera i Erika jest balansowanie – ale balansowanie przyjaciół, wrogów, dowódców a nie dwójki kochanków, chociażby tylko potencjalnych. Jeśli się upieramy już przy tych kochankach, to jakoś powinno to być zrobione porządnie.
W dodatku uważam, że tyle ciekawych scen można byłoby stworzyć z tą parą bohaterów, że ta stała się jakaś taka banalna. I w efekcie twój tekst nie jest dla mnie ani zimny, ani ciepły.

Ach i jeszcze jedno - końcówka mnie rozbroiła. Co jak co, ale Magneto poznający uroki życia przez literaturę? Charles owszem, ale Erik? O ile w ogóle wątpię, żeby miał czas na wnikliwe lektury dzieł klasyki światowej, to nawet jeśli z pewnością nie czerpałby z nich swoich doświadczeń życiowych. On już w młodym wieku miał spory bagaż przeżyć, zarówno tych przyjemnych jak i nie, więc raczej ta myśl jest sztuczna. Podobnie jak to wyliczenie z szaradą. Jedno określenie w zupełności by wystarczyło.

Pozdrawiam i mimo wszystko czekam na rozwój kramiku. Jeśli jakiś amor się pojawi, to po prostu przemilczę.
Siean Riley chapter 1 . 1/23/2014
O, interesujące!
Xavier i Magneto, czy tak?
Przyznaję się od razu, że filmów nie widziałam, więcej opieram się na komiksach, a przynajmniej na tym, co się w Polsce ukazało. Ale, jeśli mogę wnioskować z twojego tekstu i innych przeczytanych ff do filmów, emocjonalna więź między Charlesem Xavierem a Magneto nie została w nich pominięta. Przyjaciele, towarzysze broni, których poróżniło przekonanie, jak zapewnić bezpieczeństwo swemu rodzajowi, rywale, wrogowie, którzy potrafili współpracować...
Ale ten tekst nie jest o tym. Niezależnie od tego, co opisujesz, od tego przywrócenia zdolności odczuwania ciepła (choć to świetnie opisane), to jest tu dla mnie coś ważniejszego. To, co sądzi Erik o Charlesie w tych sekundach i to, co robi Charles. Xavier, Profesor X z X-Men jest kimś pomyślanym jako ten "dobry". Biała fedora, zasady moralne, walka w obronie ideałów... I jest manipulatorem. takim, którego działań nawet nie można zobaczyć, bo wnika w myśli, podsuwa obrazy, albo je ukrywa, tworzy bariery albo je łamie... I nie zawsze powie, że to robi... Wyciągnęłaś jego dwuznaczność, i to jest świetne!
A swoją drogą to podoba mi się to, jak Erik reaguje na odzyskaną umiejętność odczuwania ciepła - nie boli, nie jest obojętne, więc chyba... chyba ma to być przyjemne. Może nawet nauczy się tej przyjemności. Co jest tym bardziej interesujące, gdy się wie, przez co on przeszedł.
Dzięki za lekturę!